Oliver Nerent, skaut piłkarski i członek działu skautingu Pogoni Szczecin, na tle boiska treningowego.

Skauting to już nie pan z notatnikiem. Oliver Nerent zdradza kulisy pracy skauta

W powszechnej świadomości praca skauta wciąż kojarzy się z tajemniczym panem w płaszczu, który z trybun notuje każde zagranie zawodnika. Rzeczywistość wygląda jednak zupełnie inaczej. 

Dziś o losach wielomilionowych transferów decydują zaawansowane algorytmy, systemy ELO i analiza deficytów kognitywnych. Oliver Nerent – członek nowo utworzonego działu skautingu Pogoni Szczecin – w rozmowie z TheSport.pl zdradza kulisy nowoczesnego skautingu piłkarskiego.

W powszechnej opinii skaut to wciąż pan w płaszczu z notatnikiem na trybunach. Jak bardzo ten obraz jest już nieaktualny? Ile procent Twojej pracy to dziś analiza wideo i 'big data’, a ile tradycyjna obserwacja na żywo?

Oliver Nerent (członek działu skautingu Pogoni Szczecin): W dużej mierze zależy to od klubu i poziomu rozgrywkowego. Im wyższy poziom, tym większy nacisk przede wszystkim na wideo i analizę danych, by wyłonić najciekawszych zawodników do obserwacji na żywo.

Cotygodniowe wycieczki „w ciemno”, na losowy mecz danej ligi, są już raczej mniej efektywne i kluby tego nie preferują, jeśli jest opcja bez ponoszenia dodatkowych kosztów.

Przykładem są takie kluby, jak Warta Poznań, gdzie skauting był oparty przede wszystkim na wideo. Natomiast w Rakowie Częstochowa usłyszałem lata temu, że jest podobnie i skauci tylko wyjeżdżają oglądać zawodników pod koniec obserwacji. 

Inna sprawa ma się z ligami, gdzie trudno uzyskać wideo dotyczące poszczególnych zawodników. Skauting juniorski długo raczej będzie oparty na tradycyjnych rozwiązaniach, ponieważ mecze np. U13 wymagają, by skaut nawiązał kontakty i ewentualnie potem mógł pozyskać materiały wideo.

Platformy takie jak Wyscout czy Hudl zdemokratyzowały dostęp do danych. Czy w związku z tym trudniej jest dziś znaleźć „perełkę”, o której nikt inny nie wie, czy może wręcz przeciwnie – nadmiar danych utrudnia wyłowienie jakości?

W pewnym sensie tak. Większość dużych klubów zna zawodników, po których sięgają ich ligowi rywale. Skauci Legii, Rakowa, Lecha czy Jagiellonii mają podobną pulę zawodników, których oglądają na WyScoucie.

Jednak wykorzystywanie danych to już inna kwestia. W ramach tego sposobu znajdywania ciekawych zawodników – jak robi to m.in. Brighton czy Brentford – jest duże pole do popisu. Wciąż operowanie w na tzw. big dacie to nie jest coś, co jest absolutną podstawą działań większości klubów na świecie. W Polsce drugoligowiec może mieć WyScouta, ale dedykowanej osoby od Statsbomba niemal na pewno nie mają.

W głównej mierze myślę, że dalej trudno znaleźć perełkę na niższych poziomach. Jednak jeśli mówimy o zespołach z Premier League, czy potęgach typu FC Barcelona, Real lub PSG i tym podobne, to ciężko będzie, żeby już znaleźli kogoś, o kim inni nie wiedzą. To będzie coraz rzadsze.

Współpracujesz z 360 Scouting. Czy algorytmy są już w stanie przewidzieć sufit rozwoju zawodnika (potential ceiling), czy „czutka” skauta i ludzkie oko nadal są niezastąpione w ocenie np. mowy ciała czy reakcji na błąd?

Dla jasności: 360 Scouting opiera się wyłącznie na logicznym powiązaniu tzw. ELO z ocenami zawodników. To coś podobnego do ocen w „EA Sports FC”, ale dużo trafniejsze ze względu na wykluczenie poniekąd prostego czynnika – reputacji.

(przyp. red.: W tym kontekście ELO oznacza system, który wycenia jakość zawodnika wyłącznie na podstawie twardych danych i trudności rozegranych meczów, ignorując jego popularność medialną)

Jeszcze nie słyszałem, żeby algorytmy były w stanie przewidzieć sufit rozwoju zawodnika. Parametry fizyczno-motoryczne mogą w tym pomóc, ale nie mam pojęcia, czy da się łatwo uzyskać takie informacje.

Patrząc na polski rynek okiem analityka: czy polskie kluby uczą się już sprzedawać? Czy wciąż jesteśmy rynkiem, który oddaje talenty za bezcen, czy może stajemy się „butikiem z drogą, luksusową odzieżą”?  

Znowu prawda leży gdzieś pośrodku. O ile wcześniej miałem wrażenie, że kluby kupują u nas, bo jest tanio, tak teraz uważam, że nie jesteśmy bardzo atrakcyjnym rynkiem dla wielu większych klubów ze względu na relację ceny i jakości kupowanego zawodnika. 

Jednak to też się zmienia, ponieważ młodsze roczniki wychodzące z akademii są coraz lepsze. Różnica między np. kadrą U21 sprzed 10 lat i teraz jest gigantyczna.

Przykład – Oskar Pietuszewski wydaje się być zawodnikiem pod rekord transferowy, a zarazem Jagiellonia nie wydaje się forsować taktyki pod jak najdroższą sprzedaż. Pewnego pułapu, być może, jeszcze nie przeskoczymy.

Obserwujesz setki młodych zawodników. Co odróżnia chłopaka, który robi karierę w stylu Jakuba Kiwiora czy Kacpra Kozłowskiego, od tego, który przepada w I lidze, mimo że talent czysto piłkarski mieli podobny?

Myślę, że tu głównym problemem jest to, co uznajemy za talent. W mojej pracy w skautingu juniorskim opieramy się na ocenie potencjału, która ma być realna, a nie pułapem, który zawodnik może osiągnąć, gdyby wszystko się układało.

Kozłowski i Kiwior mają bardzo ciekawe profile piłkarskie względem całego świata piłki, nie tylko naszego. Tak samo można podejść np. do Gurgula czy Pietuszewskiego.

Jeśli zawodnik nie ma ciekawego profilu, a w pewnym momencie robi dobre wrażenie na boisku, to myślę, że ciężko mu będzie zrobić karierę. Trzeba mieć cechy wyróżniające, które na dalszą metę dadzą szansę na sukces.

Jak duży wpływ na Twoją ocenę potencjału zawodnika ma jego otoczenie – rodzice, social media, styl życia? Czy skreślasz zawodnika, który jest świetny na boisku, ale jego 'ekosystem’ poza murawą jest toksyczny?

Zdarza się – tym bardziej że ciężko będzie przekonać klub do sięgnięcia po zawodnika, który będzie robił mnóstwo problemów poza boiskiem.  Znam nawet przypadek zawodnika z młodzieżowych kadr Niemiec, który ma łatkę lenia i dało się to zauważyć na treningach, bo nawet trenerzy i zawodnicy to wychwytywali.

Byli też zawodnicy tacy jak Paris Brunner, który został odsunięty w Borussii w tajemniczych okolicznościach. Różne plotki słyszałem i żadna nie była na korzyść zawodnika, więc to jest duże ryzyko.

Jakie błędy w budowaniu wartości rynkowej popełniają najczęściej młodzi polscy piłkarze (lub ich agenci) na wczesnym etapie kariery?

Zależy od agenta, ale niektórzy chyba za szybko walczą o apanaże, a za mało o środowisko do rozwoju dla swojego piłkarza. Dobry agent bardzo pomaga, chciwy agent raczej utrudnia.

Jak ogólnie oceniasz środowisko agentów w Polsce? Czy uważasz je za wspierające rozwój zawodników, czy nastawienie na czystą monetyzację?

Gdzieś pośrodku, zależy od agenta. Większość, co może zszokować, oceniam pozytywnie. Dbają o interesy zawodników i swoje. Narracja o złych agentach jest bardzo na rękę klubom, które mogą oferować gorsze warunki. Wręcz powiedziałbym, że agencje niekiedy lepiej skautują niż kluby.

Kogo uważasz za swoje największe odkrycie w dotychczasowej pracy? Czy jest to znalezienie chłopaka w niższej lidze, który przebił się do elity, czy może dostrzeżenie w znanym już zawodniku potencjału, którego inni nie widzieli? 

Nie do końca typ zawodnika, o którym mówisz, ale przypomina mi się historia z Maxem Rosenfelderem. Dostałem go do obejrzenia w momencie, gdy zacząłem pracować poprzez 360 Scouting dla klubu na granicy utrzymania i spadku z Eredivisie.

Obejrzałem go i uznałem, że jest znakomity. Grał wtedy w rezerwach, ale nie wiedząc o nim nic wcześniej, pomyślałem, że on się tam marnuje. Okazało się, że już wtedy był „wypychany” do dużo lepszego klubu w Holandii, ale chciał zostać i budować swoją pozycję w Freiburgu. W gąszczu zawodników o różnej jakości mocno się wyróżnił.

Pamiętam też Alonzo Engwandę. Grał wtedy w rezerwach Anderlechtu. Szukaliśmy typowej „szóstki” i od razu mi się bardzo spodobał. Dlatego cieszy to, że teraz gra w Utrechcie regularnie i pewnie jeszcze zagra w lepszym klubie.

Oglądałem też Leandro Morgallę. Miałem go obejrzeć pod ścisły top w Eredivisie. Dałem mu bardzo wysoką ocenę, a miesiąc później był już w Salzburgu.

Zmieńmy nieco kierunek rozmowy i przejdźmy to kwestii związanych z trenerami. Jakie parametry powinien wziąć pod lupę prezes klubu, szukając dobrego szkoleniowca?

Zaawansowane wskaźniki, bo upraszczanie pracy trenera i sztabu do punktów, gdzie jest mocny czynnik losowy, raczej nie ma sensu. Parametry zależą od klubu. Domyślam się, że klub grający bezpośrednio, będzie chciał zobaczyć, jak szybko drużyna przemieszcza się z fazy obrony do ataku. Klub grający pozycyjnie, z nastawieniem na wykańczanie w polu karnym po składnych akcjach, może chcieć wielu dotknięć piłki w polu karnym.

Czy dostrzegasz wzrost poziomu merytorycznego i wiedzy u nowego pokolenia polskich trenerów?

Myślę, że to jest wręcz bardzo widoczne i bardzo się z tego cieszę. Jakość i wiedza nowych trenerów w ostatnich latach są niesamowite i widać, że dużo trudniej znaleźć angaż w klubach ze względu na mocną konkurencję. Dawid Szulczek został przecież trenerem-asystentem w Rakowie.

Gdybyś miał zainwestować swoje prywatne pieniądze w jeden trend w futbolu, który zdominuje rynek w najbliższych 5 latach, to co by to było?

Na pewno coś związanego z liczbowym ujęciem umiejętności kognitywnych piłkarza. Są zawodnicy, którzy pewnego poziomu nie przeskoczą niekoniecznie ze względu na technikę, ale przez deficyty w szybkości i jakości myślenia. Gdyby dało się to sprawdzić wiarygodnie, kluby mogłyby dużo łatwiej oceniać, czy dany zawodnik ma jeszcze szansę na rozwój.

Na koniec, patrząc na Twoją ścieżkę zawodową – czego życzyć Ci na najbliższe lata? 

Chciałbym pracować w skautingu wideo i się w tym rozwijać. Nie ciągnie mnie do roli dyrektora sportowego. Lubię codzienne dyskusje na temat zawodników, od podstaw, a opiniowanie ich na samym końcu byłoby czymś dużo innym. Niedługo będzie informacja o tym w jakim klubie rozpocząłem pracę, więc jeśli mi jest co życzyć, to udanej pracy w pierwszej stacjonarnej pracy w piłce. (przyp. red. wywiad przeprowadzono przed ogłoszeniem współpracy Olivera Nerenta z Pogonią Szczecin).

Udostępnij

Translate »