Nowa miotła? Dziwne, u nas działa [Analiza]

Tzw. Efekt nowej miotły to czołowa sportowa półprawda, za pomocą której od lat tłumaczy się to, co pozornie niewytłumaczalne – jakim cudem zgraja miernot, która doprowadziła do zwolnienia swojego trenera, nagle zaczęła punktować? Raz po raz kibice spierają się, czy po zatrudnieniu nowego fachowca ów efekt magicznego dotknięcia różdżką (miotłą) zaszedł, czy też nie zaszedł. Jedni w szaleństwie znajdują metodę, inni przewracają oczy na statystyczną bzdurę. A co mówią liczby? Zestawiliśmy ze sobą dane z ostatnich trzech sezonów PKO Ekstraklasy, by na własną rękę poszukać prawidłowości.

Próbując określić znaczenie „efekt nowej miotły”, najbardziej intuicyjną wydaje się następująca definicja:

„Domniemana prawidłowość, zakładająca skrajną poprawę wyników sportowych drużyny tuż po zatrudnieniu nowego trenera”

I oczywiście wydaje się to być w znaczącym stopniu logiczne – zwalniany trener nierzadko zostawia za sobą rozbitą szatnię z niskim morale, która (przynajmniej zdaniem działaczy) osiąga wyniki poniżej oczekiwań i możliwości. Nowozatrudniony szkoleniowiec zaczyna więc z możliwie najniższego pułapu, więc każda, nawet najmniejsza poprawa wyników jest statystycznym progresem.

A do tego dochodzą kwestie spoza arkusza kalkulacyjnego – prawdopodobna zwyżka motywacji (i w efekcie formy) zawodników, którzy będą chcieli albo utrzymać, albo wywalczyć miejsce w planach nowego trenera.

Na marginesie, tu się rysuje pytanie, dlaczego więc kluby nie zmieniają trenerów co kilka tygodni?

Simon Kuper i Stefan Szymanski w „Futbonomii” z kolei porównują zasadność zatrudnienia nowego trenera do zmiany rodzaju ciasteczek do kawy, zauważając, że ze statystycznego punktu widzenia taki ruch nie ma żadnego uzasadnienia. Forma danej drużyny przypomina bowiem wahadło – po najniższym punkcie cyklu zawsze następuje odwrót. A zmiana człowieka za sterem jest niczym innym niż okolicznością zbiegającą się z ruchem tegoż wahadła.

Nowa miotła po polsku

Zjawisko to przebadaliśmy na podstawie danych z trzech ostatnich sezonów PKO Ekstraklasy – od 2019/20 do 2021/22. W trakcie trwania rozgrywek zatrudniono wówczas 31 nowych szkoleniowców, jednak ze statystyk wykreśliliśmy przejęcie Wisły Płock przez Radosława Sobolewskiego, ze względu na pozasportowe przyczyny tej zmiany. Nie uwzględniliśmy też trenerów tymczasowych, którzy przejmowali stery na mniej niż 5 spotkań.

Żeby móc narysować najbardziej miarodajne zależności, skupiliśmy się na dwóch zmiennych, skrótowo nazwanymi PNM i P3M.

PNM to punkty na mecz zdobywane w sezonie zmiany na stanowisku trenera, czyli średnia punktów zdobytych przez zwolnionego szkoleniowca w X kolejkach sezonu przed ustąpieniem ze stanowiska i analogicznie – średnia punktowa nowego trenera od momentu objęcia sterów do końca sezonu (lub przedwczesnego zwolnienia)

P3M to z kolei wycinek powyższej statystyki – średnia punktów z 3 ostatnich meczów zwolnionego trenera i 3 pierwszych jego następcy. 3 spotkania to w polskich realiach przeważnie wystarczający okres, by zadecydować o zwolnieniu trenera, z kolei po drugiej stronie spektrum – taki wycinek wydaje się najpełniej obrazować działanie domniemanej nowej miotły (niemal niemożliwe jest, by nowy trener dokonał gruntownej rewolucji w tak krótkim okresie).

Na powyższym wykresie gołym okiem widać, że na przestrzeni 6 meczów (3 prowadzonych przez jednego trenera, 3 przez drugiego) w większości przypadków zachodzi zwyżka punktowa, czasami nawet przekraczająca 1 punkt per mecz. Zaledwie 4 trenerów przez 3 sezony (Rogić, Petev, Stawowy i Stokowiec) obniżyło loty względem swojego poprzednika. Dwóch z nich natomiast na przestrzeni większej liczby meczów poprawiło ogólny poziom punktowania.

Zestawiając ze sobą całą 30-stkę, nowi trenerzy punktują na poziomie 1,19 per mecz, czyli o aż 0,7 punkta więcej od swoich poprzedników. Dokładając do tego jeszcze fakt, że poprawa zaszła w aż 70% przypadków, można zauważyć pewną prawidłowość – zmiany na stanowisku trenera zwykle przynoszą w Ekstraklasie natychmiastowy efekt.

Efekt nowej miotły, jakkolwiek by nie działał, jest zjawiskiem krótkotrwałym i najpewniej silnie zakorzenionym w pracy motywacyjnej. Warto więc od razu przyjrzeć się zmianom bardziej długofalowym, czyli wpływowi nowego zatrudnienia na ogólną średnią punktową w sezonie.

Co ciekawe – zależności rysują się tu dosyć podobnie – 20 zatrudnień prezentuje się na plus, jednak po przeminięciu miesiąca miodowego większa liczba szkoleniowców okazuje się mieć znikomy, a często nawet negatywny rzeczywisty wpływ na wyniki swojego zespołu. Aż 10 trenerów obniżyło średnią punktową – najgorzej statystycznie wypadli Wojciech Stawowy w ŁKSie i Marek Gołębiewski w Legii, kolejno obniżając poziom swoich poprzedników o 0,41 i 0,40 pkt.

Najlepszymi (pojedynczymi) ruchami na rynku trenerskim w ostatnich trzech sezonach mogą się pochwalić Legia Warszawa, Zagłębie Lubin czy… Podbeskidzie Bielsko-Biała. Zatrudnieni przez Stołeczny klub Aleksandar Vuković i Czesław Michniewicz poprawiali zarówno natychmiastowe wyniki, jak i te długofalowe. Podobnie w przypadku Martina Seveli i Roberta Kasperczyka, którzy również okazali się lepszymi fachowcami od swoich poprzedników.

To działa czy nie działa?

Wgląd w przytoczone przez nas liczby na pierwszy i drugi rzut oka prowadzi do prostego wniosku, że wymiana trenera w środku sezonu przeważnie klubom się opłaca i przynosi wymierne efekty w postaci poprawy wyników punktowych.

Czy to jednak oznacza, że efekt nowej miotły może usprawiedliwiać i wręcz warunkować często pochopne, niezgodne z jakąkolwiek długofalową strategią ruchy? Nie sposób to stwierdzić, gdyż nie wiemy, czy gdyby utrzymać zwolnionego nieco dłużej na posadzie, wyniki i tak by się nie poprawiły.

Tutaj widać zależność, o której piszą Kuper i Szymanski – kluby średnio punktują na poziomie 1,3 PNM, a zwalniają szkoleniowców gdy poziom ten spada do 1 PNM. Niemal dokładnie liczby te widać na analizowanej próbie – zwolnienia następowały przy średniej 1,0 PNM, a nowi trenerzy podnosili ją do 1,23 PNM. Czy to ich zasługa, czy jedynie skok na nieuniknioną falę rosnącą? Cóż, mamy jedynie pewne przeczucia…

Nasz twardy i stanowczy werdykt dotyczący „Efektu nowej miotły”: Ani działa, ani nie działa.

Rafał Hydzik

Udostępnij

Translate »