Hierasimienia: Żaden medal nie był dla władzy

Alaksandra Hierasimienia to wybitna białoruska pływaczka, trzykrotna medalistka olimpijska, obecnie szefowa Białoruskiego Funduszu Sportowej Solidarności. Zna smak przeciwstawienia się reżimowi białoruskiemu, wie także co to znaczy uciekać przed wojną.

Z Białorusi wyprowadziła się na Litwę, później do stolicy Ukrainy. Po rozpoczęciu wojny, z Kijowa, wraz z rodziną, przyjechała do Polski. Dziś na pytanie, jak się czuje, odpowiada:  – Kiedy ma się dużo pracy i skupia uwagę na pomocy innym, nie ma czasu na autorefleksję. Na razie się trzymam. I po chwili dodaje: Jak rozpoczęła się wojna, to ja przez kilka godzin nie mogłam w to uwierzyć, że w XXI wieku, kiedy istnieje dyplomacja i kiedy można się jednak porozumieć w wielu kwestiach, ludzie biorą za broń i idą walczyć przeciwko drugiemu człowiekowi… 

Wyprowadzka z Białorusi nie była podyktowana szukaniem lepszego życia, bo jak twierdzi Alaksandra – lepszego życia niż w domu nie ma. Chciała być w miejscu, które da jej możliwość skutecznego działania. Wybrała Litwę, później Ukrainę: 

– Ukraina stała się moim drugim domem. Z tym krajem związane są ważne dla mnie wydarzenia, tam poznałam nowych przyjaciół. Kiedy zaczęła się wojna stała się ona dla mnie moim osobistym przeżyciem, moją traumą. Dlatego tak bardzo chcę by Ukraina wygrała jak najszybciej. Bo Ukraina tę wojnę już wygrała. Teraz chodzi o to, by uznano to na papierze, by zostało to udokumentowane, żeby oficjalnie było wiadomo, kto tę wojnę wygrał, a kto przegrał.

Dlatego dla szefowej Białoruskiego Funduszu, ale i dla wielu Białorusinów, szczególnie tych mieszkających w Polsce, gesty solidarności z atakowaną Ukrainą przychodzą naturalnie. W realizacji pomocy wykorzystują swoją wiedzę i doświadczenie. Wcześniej wspierali rodaków uciekających przed reżimem Łukaszenki, teraz ich pomoc kierowana jest do uciekających przed wojną sąsiadów.

– Każdy porządny Białorusin wspiera Ukrainę. Bez względu na to gdzie przebywa. W Polsce wiele organizacji białoruskich przekształciła swoją działalność i zaczęła pomagać Ukrainie. Pomoc jest różna od kwestii mieszkaniowych, przez transport – do tej pory 150 autobusów przewiozło ludzi na zachód Ukrainy i na granicę z Polską, aż po wsparcie humanitarne. No i jest też pomoc dla dziennikarzy ukraińskich, którzy tutaj przyjechali. 

Walka o nową Białoruś

Hierasimienia, mieszkając jeszcze na Białorusi, widziała wiele złego i na to zło przestała się zgadzać. Przez reżim nazwana zdrajczynią postanowiła robić swoje i pokazać rodakom, że nie można ustępować, nie teraz. 

– Przede wszystkim jestem człowiekiem, a dopiero później sportowcem. Jak bywałam na różnych zawodach, na mistrzostwach świata, zawsze reprezentowałam mój kraj, a moje osiągnięcia były dla moich kibiców. Żaden start nie był poświęcony władzy. I kiedy ta władza zaczęła męczyć, kaleczyć i zabijać moich ludzi, to ja nie mogłam milczeć. Bo jeśli nie ja, to kto? Taki już mam charakter, że jak widzę niesprawiedliwość to daję jej opór. Od początku czułam się częścią narodu i wiedziałam, że będę walczyć, że nie ma  innego wyjście. Tak, jak w sporcie. Kiedy stawiasz sobie jakiś cel dążysz do niego. Jeśli nie zamierasz go osiągnąć, to nie ma sensu w ogóle go sobie stawiać.

A cele były konkretne. Między innymi, jednym z kluczowych działań osób skupionych wokół Białoruskiego Funduszu Sportowej Solidarności było przeniesienie z Mińska mistrzostw świata w hokeju, co akurat dla tej władzy, tak kochającej sport i tak wpływającej na sport, musiało być dużym zaskoczeniem.

– Świat sportu jest za bardzo zbiurokratyzowany. Czasami coś, co powinno zadziać się szybko, trwa tygodniami. Było tak choćby z próbą przeniesienia mistrzostw hokejowych z Białorusi. Mieliśmy często wsparcie bardzo wysoko postawionych w sporcie ludzi, ale to było wsparcie nieoficjalne. Mistrzostwa w końcu zostały przeniesione, ale to była wielotygodniowa praca całej grupy ludzi, w tym białoruskiej diaspory.

Hierasimienia pytana, o to dlaczego to robi, dlaczego zrezygnowała z wygodnego, dobrego życia tłumaczy:

– Mogłam zostać na Białorusi, ale podpisanie listy kolektywnej przeciwko władzy, poparcie nowych wyborów, głośne powiedzenie, że jestem przeciwko tej władzy to było dla mnie za mało.

Łukaszenka to nie Białoruś 

Wśród protestujących na ulicach Mińska i wielu innych białoruskich miast było wielu sportowców. Ci odważniejsi od razu byli brani pod lupę przez władzę. Ale motywacja do działania narastała w młodych Białorusinach od kilku, a może nawet kilkunastu lat – Można powiedzieć, że to kwestia dwóch czynników. Pierwszy wynika z tego, w jakich czasach żyjemy. Mamy dostęp do różnych źródeł informacji. Kiedy mamy wątpliwości wobec oficjalnego przekazu, możemy ten przekaz skonfrontować z innymi źródłami i budować na tej podstawie własną opinię. Dodatkowo sportowcy naprawdę dużo podróżują, poznają świat i mogą porównać to, co dzieje się w ich kraju z tym, co widzą w innych państwach. Średnia wieku ludzi, którzy brali udział w protestach w sierpniu 2020 roku na Białorusi to około 30 lat. Czyli to są ludzie już wychowani w teoretycznie wolnym kraju. Mają więcej energii do walki i znają kierunek, w którym trzeba podążać. To zupełnie inne pokolenie…

Wobec wojny u sąsiadów, walka o wyzwolenie się spod białoruskiego reżimu zeszła na drugi plan. Ale ta walka ciągle się tam toczy. Więzienia pełne są ludzi, których wyłapano podczas protestów w sierpniu 2020 roku.

– Ludzie wychodzili ponieważ szczerze wierzyli, że można coś zmienić. Że te protesty obalą reżim Łukaszenki, że odbędą się nowe, uczciwe wybory. Pojawi się wtedy nowy rząd, powstanie nowa Białoruś – opowiada Alaksandra i zwraca na to uwagę, szczególnie w obecnych czasach i wobec dziejącej się ukraińskiej tragedii: Łukaszenka nas nie reprezentuje. Opinie obywateli bardzo się różnią od tego, co Łukaszenka robi.

Ten obraz burzy jednak fakt, że Białoruś została wciągnięta w wojnę. Na jej terenie są rosyjskie wojska. Ukraińskie władze informują także o przeprowadzonych atakach rakietowych z terenu Białorusi, w tym także z lotniska Brześć.

-Tereny naszego kraju już od dłuższego czasu są okupowane przez wojska rosyjskie i niestety ani Białorusini, ani Łukaszenka nie mają na to za bardzo wpływu. Już w sierpniu, w 2020 roku, w Baranowiczach na pewno było rosyjskie wojsko, bo sama widziałam wiele pojazdów na rosyjskich rejestracjach. Ale podczas protestów na Białorusi działał głównie białoruski OMON. Istnieje jednak 100 procentowa pewność, że gdyby protesty były coraz poważniejsze, wojska rosyjskie wsparłyby białoruskie służby. Dowodem na to może być sytuacja w Kazachstanie. Kiedy w styczniu tego roku rozpoczęły się tam społeczne protesty, po kilku dniach wysłano wojska z Rosji i z Białorusi. Chodziło o jak najszybsze zakończenie tych protestów. Istnieje umowa, tzw. Organizacja Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym, zgodnie z którą strony umowy muszą sobie pomagać w przypadku zagrożenia. I jeśli chodzi o Kazachstan to powiedziano, że jest to zagrożenie inspirowane zewnętrznie, choć tak naprawdę były to protesty przeciwko kazachskiemu reżimowi – kończy Hierasimienia.

Teraz jednak sytuacja jest jeszcze inna. Teraz trwa wojna. A decyzje podejmowane przez reżimową władzę, ich podejście do polityki międzynarodowej, nie pozostaje bez wpływu na obywateli, i na tych co w kraju zostają, i na tych, co wyjeżdżają. Białorusini nadal ponoszą konsekwencje zachowań Łukaszenki. Hierasimienia zwraca na to szczególną uwagę i apeluje:  

– Docierają do nas sygnały, że dzieci z Białorusi grające w klubach i drużynach sportowych, które do Polski przeprowadziły się z rodzicami po sierpniu 2020 roku są dyskryminowane ze względu na swoje pochodzenie. Po tym, jak Rosja zaatakowała Ukrainę, Białorusini uciekający przed reżimem stali się ponownie jego ofiarą. I ja bym bardzo chciała to podkreślić, że my też jesteśmy ofiarami – w innym wymiarze – ale jednak ofiarami. My nie mamy nic do czynienia z białoruskim rządem, nie mamy wpływu na te działania. 

Świat sportu wobec reżimu i wojny

Równolegle do wydarzeń społecznych i politycznych dzieją się te na arenie międzynarodowego sportu. A tutaj z reakcjami na wojnę bywa bardzo różnie. Są sportowcy identyfikujący się z reżimem i ci działający przeciwko niemu. Są ci, którzy otwierają oczy na krzywdę i ci, którzy dalej ślepo wierzą, w to, co mówi władza. Dlaczego tak się dzieje, że sportowcy, pomimo światowego obycia nadal identyfikują się ze złem?

– Nad tymi kwestiami od lat zastanawiają się Białorusini. Moim zdaniem tu chodzi o dwie grupy ludzi. Pierwsza to po prostu nie bardzo inteligentni zawodnicy, którzy starają się nie zwracać uwagi na to, co się dzieje w kraju, odcinają się od tematów politycznych, i nie bardzo się tym interesują. Druga kategoria sportowców jest niestety dużo gorsza. Bo są to ludzie, którzy bardzo dobrze wiedzą, co się dzieje, ale to ignorują. Ignorują to z różnych powodów: ulg socjalnych, mieszkaniowych, wysokich pensji, stanowisk. Ignorują to, co się dzieje w kraju dla własnych korzyści – mówi wprost multimedalistka olimpijska.

Takie zachowania możemy obserwować w czasie toczącej się obecnie wojny. Zdarzają się sytuacje, kiedy na oficjalnych zawodach międzynarodowych sportowcy rosyjscy oznaczają stroje sportowe literą ‘Z’, niektórzy milczą, czasem zdarzy się wyjątek.

Ciekawą perspektywę na te sytuacją przedstawia Alaksandra: Ja bym powiedziała, że to problem, który nie zaczął się ani 20, ani 30 lat temu, ale znacznie wcześniej. To taka psychologia zniewolenia wywodząca się jeszcze z Cesarstwa Rosyjskiego. Do cara był stosunek bałwochwalczy. Nikt z poddanych nie pomyślałby nigdy, że może on mówić nieprawdę, albo robić złe rzeczy. Car był autorytetem dla każdego mieszkańca Imperium Rosyjskiego. W Rosji przez te wszystkie lata nie było wielkich rewolucji, dlatego taki pogląd wciąż się tam utrzymuje. Cały czas panuje tam kultura państwa autorytarnego. I nawet jak nastąpiła przemiana na demokrację, która tak naprawdę nigdy nie była prawdziwą demokracją, nic się nie zmieniło. Władze okłamywały Rosjan najpierw powoli, po troszeczku, a później dawka kłamstwa była zwiększana. W Rosji panuje brak krytycznego myślenia. Rosyjskie społeczeństwo naprawdę szczerze wierzy w to wszystko, co mówi władza, co mówi się w telewizji. No bo kto może powiedzieć nieprawdę? Prezydent? Naśladowca cara? Taka to kontynuacja tradycji kłamstwa – opowiada Alaksandra Hierasimienia.

Ale na kłamstwo świat demokratycznego sportu powinien już jednak umieć reagować. Długo nad swoimi decyzjami zastanawiał się m.in. Międzynarodowy Komitet Paraolimpijski, podobnie FIFA. Dopiero pod naciskiem wielu państw i wielu wybitnych sportowców – także z Polski – te wielkie organizacje zaczęły się uginać.

– Jeśli jednak chodzi o sport i politykę to albo ta polityka zniknie w końcu całkowicie ze sportu, albo te wszystkie zawody sportowe zostaną w ogóle pozbawione sportowych podstaw, jak fair-play. Będą za to manipulowane. Jak popatrzymy na te wielkie światowe organizacje to mam wrażenie, że ich największym problemem jest to, że nie przestrzegają własnych zasad i reguł. Widzimy to teraz, ale widzieliśmy także wcześniej. Wielu głosuje tak, jak im potrzebne. Są gotowi zamknąć oczy na inne sprawy, jeśli tylko widzą zyski dla siebie. Bardzo wierzę, że i tutaj nastąpi rewolucja.

Ale teraz trwa wojna. Umierają ludzie. Zostawiając wszystko, na co pracowali latami, uciekają z ojczyzny. To wszystko sprawia, że w głowie Alaksandry kłębią się tysiące pytań:  Jak się zachowają poszczególne grupy ludzi? Co się stanie, gdy np. na Białorusi nastąpi mobilizacja wojsk, co oni zrobią? Czy złożą broń? Czy dołączą do wojny? Czy Rosjanie w końcu przestaną milczeć i powiedzą reżimowi stop? 

Hierasmienia uważa, że rozliczenie, które przyjdzie po wojnie nakreśli nową linię podziału: – Po jednej stronie staną ci, którzy pomogli Ukrainie, a po drugiej ci, którzy jej nie pomogli. I tak ułożą się też stosunki międzyludzkie i międzynarodowe. Ukraina stanie się symbolem zwycięstwa demokracji nad reżimem. Mam nadzieję, że przyniesie to również nowe spojrzenie na sport, bo są takie federacje, w których na pewno o żadnej demokracji mówić nie można – podkreśla była sportsmenka i na koniec dodaje: Mam też nadzieję, że zwycięstwo Ukrainy wyzwoli z Białorusinów kolejne pokłady motywacji i odwagi, by nadal przeciwstawiać się reżimowi. Że będziemy walczyć dalej. Liczę też, że nasze relacje białorusko–ukraińskie się nie zmienią. Nigdy nie byliśmy przeciwko sobie, za to zawsze mieliśmy wspólnego wroga.  
 

Katarzyna Kopeć-Ziemczyk

Udostępnij

Translate »