wstecz

Anioł Stróż na zębach – ochraniacz, który ratuje rugbystów przed urazami mózgu

Rugby nie jest bezpiecznym sportem i nigdy takim nie będzie. Cała istota tego sportu leży w intensywnym kontakcie fizycznym, widowiskowych szarżach i często groźnych przepychankach. A tu, niestety, często należy postawić znak równości z całą listą urazów głowy, przeważnie wychodzących na jaw po zakończeniu kariery. O ile samego kontaktu nie sposób uniknąć, klucz do zabezpieczenia mózgu leży gdzie indziej – w samej świadomości skali przyjętego uderzenia. Temu służy innowacyjny ochraniacz na zęby OPRO+, prawdziwy gamechanger na boiskach do rugby.

Cichy wyrok

Wstrząs mózgu zaczęto postrzegać jako poważne zagrożenie na początku 21. wieku, kiedy to autopsje byłych zawodników NFL wykazały obecność encefalopatii bokserskiej (CTE) – niewykrywalnego za życia i nieodwracalnego urazu głowy, powodującego trwałe i niepokojące zmiany w zachowaniu. Tragiczne historie niektórych zawodników, np. Aarona Hernandeza czy Philippa Adamsa pokazały, że nierozpoznane i pozostawione same sobie CTE może wywołać u chorego skłonność do okrucieństwa.

Rugbyści, w przeciwieństwie do uzbrojonych po zęby futbolistów amerykańskich, nie noszą ochraniaczy (dość ironicznie, chronią jedynie zęby). Według statystyk, w trakcie jednego sezonu ok. 20% zawodowców doświadcza wstrząsu mózgu. Co więcej, aż co piąty uraz głowy jest efektem treningu, na którym – wydawałoby się – mają bezpieczniejsze warunki. A mecze są już prawdziwą mordownią – badacze dowiedli, że niemal każdy zawodnik mający za pasem co najmniej 25 meczów doświadczył wstrząsu.

Częścią problemu jest to, że nie ma żadnego wymiernego wskaźnika urazu głowy. Choć niektóre objawy są mniej lub bardziej oczywiste, nie ma tutaj mowy o oczywistych przypadkach jak złamana ręka czy noga. Z tego względu olbrzymia część urazów pozostaje niewykryta, aż do niechybnego pogłębienia.

Encefalopatia nie jest efektem jednego uderzenia. To kumulacja wszystkich przyjętych ciosów, mniejszych i większych. Dlatego jest szczególnie groźna. Rosnąca świadomość dotycząca CTE poskutkowała tym, że coraz mniej rodziców prowadzi swoje pociechy na treningi rugby czy futbolu amerykańskiego. To ryzyko, którego prawie nikt nie chce podejmować.

 

Innowacja schowana w ustach

Firma OPRO, założona przez byłego dentystę Anthony’ego Lovata, od lat dostarcza ochraniaczy na zęby największym graczom w świecie rugby. Kilka lat temu, połączyli siły z architektami technologii PROTECHT, wspólnie tworząc produkt OPRO+, czyli ochraniacza na zęby z wbudowanym mikrochipem zbierającym dane dotyczące potencjalnych urazów głowy.

Specjalny chip znajduje się możliwie najbliżej środka czaszki, jako że jest wbudowany w spersonalizowany dla każdego zawodnika ochraniacz, precyzyjnie dopasowany do podniebienia. Mimo obaw zawodników, którzy w większości nadzwyczaj niechętnie akceptują jakiekolwiek korekty w ochraniaczu, nadajnik jest kompletnie niewyczuwalny.

 

Aż do powstania OPRO+, nie było żadnego obiektywnego sposobu monitorowania wstrząsów przyjętych przez mózg, czy pomiaru siły uderzenia i rotacji głowy w jego wyniku. Nowa technologia bardzo precyzyjnie zbiera te dane i w czasie rzeczywistym dostarcza je do urządzeń sztabu szkoleniowego, pozwalając im na podjęcie natychmiastowych decyzji.

Dzięki temu, trenerzy mają w dłoni kompletny zestaw danych dotyczący uderzeń przyjętych przez ich zawodnika, dzięki którym mogą ze sporą dokładnością oszacować możliwość wystąpienia urazu głowy. Celem OPRO+ jest więc zminimalizowanie szans na sytuację, w której zawodnik, po mocnym zderzeniu mającym wpływ na jego mózg, pozostaje na boisku. W dłuższej perspektywie zastosowanie tej technologii ma zmniejszyć ryzyko wystąpienia CTE czy demencji po zakończeniu kariery.

Co na to zawodnicy?

OPRO+ zostało niemal z miejsca wdrożone w codzienność rugbystów. Opowiada o tym m.in. Danny Care, zawodnik Harlequins i 84-krotny reprezentant Anglii. W pierwszej kolejności jego zachwyt wzbudził kompletnie niewyczuwalny chip, a później kluczowy stał się argument o zapobieganiu kryzysu zdrowotnego po karierze.

Prawdziwą istotę technologii OPRO+ przekazał jednak za pomocą anegdoty:

– Raczej nie jestem zbyt postawnym zawodnikiem, więc unikam bezpośrednich starć. Podczas jednego z treningów w założonym ochraniaczu, po niecałych 45 minutach, gość z PROTECHT przy linii bocznej mnie zapytał: „Danny, powiedziałbyś, że ile przyjąłeś uderzeń w głowę?”. Chwilę pomyślałem i mówię: „nie wiem, jedno, może dwa?”. Okazuje się, że to było ich 16, o całkiem dużej mocy. Żadnego nie poczułem. Mówił wtedy: „i teraz wyobraź sobie, że co trening przyjmujesz 16 uderzeń, których nie czujesz. Pomnóż to razy trzy treningi w tygodniu i masz prawie 50 uderzeń na samym boisku treningowym”.

W przypadku Harlequins to narzędzie, według Care’a, zaważyło na mistrzostwie kraju. Zawodnicy uwierzyli w skuteczność OPRO+ i kiedy z danych wynikała taka sugestia, odpuszczali. Sami trenerzy zredukowali liczbę treningów i poświęcili więcej uwagi technice gry. Wypoczęci, zdrowi i nieprzeciążeni zawodnicy poprowadzili Harlekiny do złota.

 

A niezwykle ważnym efektem ubocznym, jak uważa Care, jest potencjalny nawrót zaufania do dyscypliny. Anglik wierzy, że rodzice młodych adeptów zobaczą, że wszystko jest pod kontrolą, a na zagrożenia się na bieżąco odpowiada. A jeśli ten argument nie wystarczy, trzeba też dodać, że OPRO+ zaczynają stosować także w wojsku.

autor rafał hydzik

Udostępnij

Translate »