wstecz

Czas wreszcie skończyć z żebraniem o koszulki

Najpierw Ajax, a tuż po nich także PSV – czołowe holenderskie kluby zajęły twarde stanowisko w sprawie kibicowskich znaków błagających o koszulki piłkarzy, bezwzględnie ich zakazując. To, co kilka lat temu było uroczym dodatkiem do życia trybun, zupełnie wymknęło się spod kontroli. Chmary dzieciaków, z ewidentnie niesamodzielnie przygotowanymi znakami, mecz w mecz oblegają piłkarzy, wychodząc z założenia, że koszulka za włożony wysiłek się im zwyczajnie należy.

Trudno jednoznacznie wskazać pierwszą tego typu sytuację, jednak wielu kibiców może pamiętać szeroko panujący zachwyt po tym jak Eden Hazard w 2018 podarował swoją koszulkę młodemu kibicowi Brighton.

Wówczas Belg nie tylko zbierał laury za znakomity występ okraszony statuetką dla zawodnika meczu, ale i trafił na okładki gazet dzięki „pięknemu”, „klasowemu”, „świetnemu” gestowi. Środowisko zachwyciło się wzruszającą opowiastką, a ta zaczęła łapać coraz szersze zasięgi. W efekcie, sam pomysł młodego Anglika błyskawicznie rozprzestrzenił się po światowych trybunach, a lawina ruszyła.

Niemal na każdym stadionie świata zaczęły pojawiać się banery błagające o koszulkę. Początkowo trzymały się normy („X, czy mogę twoją koszulkę?”), a z czasem konkurencja wymusiła podkręcenie kreatywności.

Przykładowo, jeden z kibiców chciał za koszulkę Messiego wymienić swoją… matkę; inny zaś do Argentyńczyka wystosował prośbę, by załatwił mu koszulkę Phila Fodena. Można by sobie zadać pytanie gdzie leży granica, kiedy Cristiano Ronaldo, zamiast koszulki, został poproszony o dawkę swojej spermy.

Z trybun prosta droga na eBay

Granica dobrego smaku na samym banerze to jedno, natomiast w którymś momencie całe to zjawisko stało się niezwykle uciążliwe i zwyczajnie irytujące – dla piłkarzy, klubów, a nawet pozostałych kibiców, którzy raz po raz próbowali oglądać mecz zza uporczywie trzymanego w górze kartonu.

Kilka miesięcy temu francuskie media przebadały sprawę, w której jeden z kibiców notorycznie wysyłał klubom filmiki swojego rzekomo ciężko chorego syna, błagając o wsparcie w postaci koszulki – za wyłudzenie ponad 20 sztuk najprawdopodobniej czeka go więzienie. Głośno było też o przypadku, w którym na eBayu pojawiła się koszulka Andy’ego Robertsona, tuż po tym jak podarował ją młodemu kibicowi (ojciec dzieciaka miał nawet tupet wstawić do aukcji zdjęcie syna z koszulką).

A każdy kolejny przypadek otrzymania koszulki jedynie umacnia wśród innych przekonanie, że gra jest warta świeczki. W efekcie przednie sektory przypominają nieudolnie skomponowaną kartoniadę w wykonaniu kibiców (co ciekawe – już nie tylko dzieci) żebrzących o uwagę piłkarzy.

Przede wszystkim jednak, na co zwracają uwagę holenderskie kluby, taka sytuacja jest coraz bardziej niekomfortowa dla piłkarzy, którym – w przypadku nieprzekazania koszulki, z jakiegokolwiek powodu – przypina się łatki aroganckich i zarozumiałych. Kibice wychodzą bowiem z założenia, że za włożony wysiłek w naskrobanie kilku liter na kartonie należy im się gratyfikacja.

Lewandowski nie je glutenu

Ostatni głośny przypadek dotyczy pary, która usilnie próbuje przekonać Roberta Lewandowskiego do wymiany koszulki za pierogi. W wywiadzie udzielonym TVP przekonują, że będą próbować „aż do skutku”.

Ajax i PSV, tłumacząc swoją decyzję, powołują się na względy bezpieczeństwa, wyjaśniając, że kartonowe znaki stanowią zagrożenie pożarowe. Brzmi groteskowo, ale nie ma z czym tu dyskutować.

Tym samym holenderskie kluby postawiły niebywały precedens, i nie tylko o zakaz żebraczych znaków tutaj chodzi. Otóż od teraz, zdecydowana większość kibiców zacznie apelować do swoich klubów, by te zadbały o bezpieczeństwo przeciwpożarowe.

Rafał Hydzik
Piłka nożna

Udostępnij

Translate »