wstecz

Czego się spodziewać po finale Ligi Mistrzów?

Na ten mecz kończący cały sezon 2021/22 czekają wszyscy fani piłki nożnej na całym świecie. Znamy odpowiedzi na niemal wszystkie pytania, poznaliśmy mistrzów krajowych wszystkich największych lig. Pozostała tylko jedna, najważniejsza kwestia: kto zgarnie puchar za wygranie Ligi Mistrzów. Gdzie Klopp i Ancelotti mogą szukać przewagi swoich drużyn? Czym na boisku charakteryzuje się Real i Liverpool?

Ważny mecz, o olbrzymim ciężarze gatunkowym. Setki milionów ludzi przed telewizorami na każdym kontynencie. Czego zatem możemy się spodziewać? Na początku, prawdopodobnie jak na finał Ligi Mistrzów przystało obie drużyny będą mocno zdystansowane wobec siebie i mówiąc w terminologii bokserskiej będą „badały się”. To, czy Klopp będzie chciał jednak zaskoczyć rywala i już od początku narzucić swoje warunki będziemy widzieć po ustawieniu bocznych obrońców Trenta Alexandra-Arnolda oraz Robertsona. Właśnie od nich będzie zależało dużo na przekroju całego meczu. W nich upatruje się bowiem spore zagrożenie jak i szanse dla rywala, ich wysokie ustawienie powoduje olbrzymią liczbę asyst (obaj na podium w klasyfikacji asystentów poprzedniego sezonu Premier League), a także kluczowych podań (obaj 2,92/mecz), ale miejsce za ich plecami tworzące się przez ich udział w akcjach ofensywnych jest nieraz sprzyjające dla drużyn przeciwnych. W finale będzie to szczególnie ważne jak Alexander-Arnold będzie bronił w akcjach przeciwko Viniciusowi. Jest to drugi po Benzemie najważniejszy piłkarz ofensywy Królewskich w tym sezonie, a także drugi najlepszy asystent tej edycji Ligi Mistrzów. Z sześciu zanotowanych asyst, cztery były ostatnimi podaniami do Benzemy. O jego szybkości i robieniu różnicy w pojedynkach indywidualnych nie trzeba wspominać.

 
Rytm meczowy vs. regeneracja

Liverpool wydaje się, że ma bardziej rozłożony jakościowo zespół na poszczególnych pozycjach, Real potrafi pojedynczym dotknięciem, 15-20 minutami na najwyższym poziomie wygrać mecz. W dwumeczach z PSG i City przez większość czasu wydawało się, że są pod grą, że nie potrafią stworzyć zagrożenia, lecz są podobni w tym do leniwego, ale zdolnego ucznia, który uczy się przed sprawdzianem 15 minut na przerwie i zdobywa lepszą ocenę niż klasowy kujon zarywający noce. Inna kwestia, to jak zawodnicy poszczególnych drużyn będą podchodzić do tego finału. Liverpoolczycy mimo licznych rotacji dokonywanych przez Kloppa zmęczenie mają wypisane na twarzach. Pod względem psychicznym podchodzą do tego meczu gorzej usposobieni niż rywale z Madrytu, którzy w przeciwieństwie do nich wygrali swoją ligę. Od tygodni mogą pozwolić sobie na rozluźnienie, zgoła inne podejście niż The Reds muszący traktować każdy mecz jak finał. W sobotę zobaczymy czy lepiej jest podchodzić do takiego boju wypoczętym, czy raczej będąc cały czas w rytmie. Ważnym może być też fakt, że Liverpoolowi może w związku z tym zabraknąć paliwa w ostatnich minutach, gdzie właśnie wtedy Real kąsa najmocniej. To, z jakim wynikiem wejdą w ostatni kwadrans meczu obie drużyny może być kluczowe. O mentalności Los Blancos mówiono już do znudzenia, więc warto by wicemistrzowie Anglii jeśli chcą zgarnąć puchar mieli już jakiś zapas przed decydującymi minutami. Jedną z różnic między nimi, a poprzednim rywalem Królewskich w półfinale – Manchesterem City jest jednak brak posiadania pewnego rodzaju bezpiecznika. W sytuacjach niekorzystnych, gdzie losy meczu wymykają się spod kontroli Liverpool nie ma zahamowań i mknie jak koń z klapkami na oczach przed siebie, oczywiście zostawiając jeszcze więcej miejsca z tyłu. Tu jednak na pewno nie ujrzymy zwieszonych głów i braku pomysłu na przeciwstawienie się rzeczywistości jak w przypadku podopiecznych Guardioli.

 
Ból głowy Ancelottiego

Problemy Realu Madryt na prawej stronie są aż nadto widoczne. Niemal każdy rywal właśnie tam upatruje swoich szans, ostatni z nich w La Liga przeprowadzali najwięcej swoich ataków (między 40, a 50%) właśnie stroną Carvajala. Jego pojedynki z dynamicznie usposobionymi Salahem, Mane, Diazem czy Jotą będą istotne dla losów finału. Ci lubią wchodzić w półprzestrzenie między stoperami i bocznymi obrońcami, więc odpowiednie ustawienie i szybka reakcja jest kluczowa ze strony defensywy Los Blancos. Ewentualna absencja Thiago oraz Fabinho jest bardzo na rękę podopiecznym Ancelottiego, gdyż to zmniejszy ilość podań kluczowych w te sektory ze środkowej strefy. Wciąż ważne będzie odpowiednie zmniejszenie ryzyka takich zagrań z bocznych sektorów. Liverpool bowiem często angażuje obu wahadłowych równocześnie w przeciwieństwie do większości drużyn, którzy pozwalają tylko jednemu bocznemu obrońcy wychodzić wyżej w tym samym czasie. Jeżeli Real nie postanowi pozostawić wyżej chociaż jednego zawodnika z formacji ofensywnej utrudniając wysokie wyjście TAA lub Robertsonowi w fazie budowania ataku pozycyjnego przez Liverpool może być niezwykle ciężko bronić się przeciwko dziesięciu zawodnikom rywali na swojej połowie. Van Dijk oraz Konate/Matip przy wysokim naporze swojej drużyny ustawiają się wysoko, nieraz pozwalając by linią spalonego była linia środkowa boiska. Z Virgilem Van Dijkiem gra defensywna wygląda zupełnie inaczej. Przy nim jego partner, czy jest to Matip czy Konate wygląda jak klasowy stoper, bez niego zaś obaj jak dzieci we mgle. Obaj przy Holendrze znacznie zyskują na pewności siebie. Również Robertson i Alexander-Arnold mogą pozwolić sobie na większą pewność w udziale w akcjach ofensywnych.

Kolejną rzeczą, na którą musi zwrócić uwagę Real są stałe fragmenty gry. Liverpool w tej edycji jest ich najskuteczniejszym wykonawcą strzelając po nich osiem goli. Oglądając mecze The Reds można zauważyć, że często również niebezpośrednio sieją z nich zagrożenie, gdyż jak piłka jest wybijana i tworzy się okazja do dośrodkowania to często pada groźny strzał za sprawą stoperów będących jeszcze w polu karnym. Na szczęście dla madrytczyków, ci genialnie też potrafią bronić się przed tego rodzaju zagrożeniem, tracąc w tym sezonie Ligi Mistrzów zaledwie jednego gola w ten sposób.

 
Wielkie nadzieje Los Blancos

Zawodnikiem, na którego jupitery Stade de France w sobotę będą świecić najmocniej jest z pewnością Karim Benzema. Jest to ktoś kto może stworzyć zagrożenie w każdej fazie meczu, zmieniając jego przebieg. Podobnie jak w wielu meczach będzie zajmował nieco cofniętą pozycję. Pozwoli mu to uniknąć bezpośrednich starć z Virgilem van Dijkiem, które mu są całkowicie niepotrzebne. Napędzając akcje ze środkowej strefy stwarza najwięcej szans, to on zaliczył w tym sezonie najwięcej kluczowych podań w obręb pola karnego. Często dystrybuuje piłki również na skrzydła do rozpędzonych, świetnych w pojedynkach 1 na 1 Viniciusa i Rodrygo. Oni z kolei będą szukać przewagi atakując bezpośrednio stoperów, którzy są znacznie mniej wymagającymi rywalami w tego typu pojedynkach niż boczni obrońcy. Pokazał to chociażby Hwang w ostatnim meczu The Reds. Zwrotny, dynamiczny Koreańczyk stwarzał często bezpośrednie zagrożenie wygrywając pojedynki z Matipem i Konate. Kolejną kwestią, która może dać przewagę mistrzom Hiszpanii jest posiadanie w składzie dwóch wirtuozów piłki, którzy jednym dotknięciem są w stanie zmienić przebieg meczu, a więc Kroosa i Modricia. Każdy fan piłki jest w stanie przypomnieć sobie błysk geniuszu Chorwata w starciu z Chelsea, ratujący ostatecznie Los Blancos przed odpadnięciem za sprawą asysty do Rodrygo. Real lubi swoje ataki pozycyjne konstruować poprzez szybką wymianę piłki progresywnie w bocznych sektorach między trójką zawodników. Dzięki temu często mijają pierwszą linię obrony rywala. Najczęściej takie akcje występują w konfiguracjach Carvajal-Rodrygo-Modrić oraz rzadziej Mendy-Kroos-Vinicius.

To są właśnie te detale

Obie drużyny dysponują świetnymi pod względem jakościowym ławkami rezerwowych. Wydaje się jednak, że Ancelotti potrafi zrobić w tym polu przewagę. Często wejście energicznych Camavingi, Rodrygo, Asensio czy Lucasa całkowicie zmienia tempo i sposób gry dezorientując rywala. Tak właśnie legendarne już końcówki spotkań z PSG, Chelsea czy City rozstrzygnęli na swoją korzyść Królewscy. Rywale przystosowani już w danym meczu do Kroosa czy Modricia muszą na nowo uczyć się graczy o całkiem innej specyfice. Jeżeli dojdzie do rzutów karnych będziemy świadkami mind games na niesamowitym poziomie. Zalążek tego pokazał Klopp już w ostatnim finale FA Cup przeciwko Chelsea. Jego mowa ciała oraz sposób rozegrania przerwy pomiędzy dogrywką, a karnymi prawdopodobnie była decydująca, a sam Niemiec podziękował po nim firmie zajmującej się neuronauką, która pracowała przed sezonem z zawodnikami w kontekście takich sytuacji.

Autor Sławomir Grajper
Piłka nożna

Udostępnij

Translate »