Inauguracja sezonu w ELMS za Robertem Kubicą

Sezon 2024 jest pełen pracy dla Roberta Kubicy. Doświadczony kierowca wspierany przez ORLEN 14 kwietnia rozpoczął sezon European Le Mans Series, czyli serii, w której w przeszłości stawał na najwyższym stopniu podium. W Barcelonie po dawce pecha i problemach jego załoga zajęła 7. miejsce w klasie. Teraz Polak skupia się już na kolejnej odsłonie WEC zaplanowanej na najbliższy weekend. Na czym polega różnica pomiędzy ELMS a WEC i na co będzie stać Polaka w kolejnych rundach?

Start sezonu w prototypach klasy LMP2 nie był tak dobry, jak życzyłby sobie tego Kubica oraz jego zespół. ORLEN Team AO by TF mieli na katalońskim obiekcie zmienne szczęście. W kwalifikacjach zespół uzyskał 10. czas i jasne stało się, że czterogodzinny wyścig upłynie pod znakiem odrabiania strat. Kubica miał rozpocząć rywalizację i dobrym stintem poprawić sytuację zespołu.

Niefortunny początek i piękny pościg

Start z piątego rzędu w wyścigach długodystansowych wiąże się ze sporym ryzykiem. Na pierwszych metrach dochodzi zwykle do zamieszania i nie inaczej było tym razem. Kubica znakomicie wystartował i wydawało się, że lada moment podłączy zespół do rywalizacji w ścisłej czołówce. Krakowianin dwukrotnie ścierał się jednak z samochodami rywali i spadł na koniec stawki.

– Szybko wyprzedziłem dwa auta, ale na 2. zakręcie United wypadł poza tor, wrócił na linię jazdy i zepchnął na mnie inne auto, które praktycznie mnie zmiażdżyło. Straciłem zyskane pozycje i choć szybko je odrobiłem to jechaliśmy z małymi uszkodzeniami. Potem dyrektor wyścigu coś wykombinował, wszyscy ruszyliśmy, ale po 2 sekundach znowu wprowadzono flagi. Kierowca przede mną zahamował, ja nie dostałem komendy i uderzyłem w niego. Były uszkodzenia, trzeba było zjechać do boksów i zmienić przód. To nas zepchnęło na koniec stawki. Wyścig źle się ułożył samym początku – powiedział w rozmowie z Motowizją.

Robert Kubica po przymusowym pit-stopie przeszedł w tryb ataku i z każdym kolejnym okrążeniem niwelował straty, stając się jednym z najszybszych kierowców na torze. Pechowe decyzje o neutralizacjach skutecznie utrudniały zadanie Polakowi. Po blisko 1,5 godziny Kubicę zastąpił Jonny Edgar, który kontynuował pogoń. Po dobrym przejeździe Brytyjczyka ostatni stint należał do Louisa Delétraza. Szwajcar wprowadził załogę na 7. miejsce. Straty zostały więc ograniczone mimo dwóch minut straconych w alei serwisowej.

Wyścig w Barcelonie był inauguracją sezonu składającego się łącznie z sześciu rund. Kolejne odsłony ELMS to Paul Ricard, Imola, Spa-Francorchamps, Mugello i Portimão. Weekend na francuskim torze nieopodal Le Castellet zaplanowano na majówkę. Czego możemy spodziewać się po reszcie sezonu?

Powrót Kubicy do korzeni

Seria ELMS to wyścigi, do których Robert Kubica może czuć ogromny sentyment. To właśnie od nich Polak rozpoczął swoją przygodę w wyścigach typu endurance, czyli rywalizacji na długim dystansie. W 2021 roku Polak w barwach zespołu ORLEN Team WRT wygrał trzy spośród sześciu rund sezonu. To pozwoliło mu oczywiście na zwycięstwo w klasyfikacji generalnej i kolejne kroki w wyścigach endurance.

Dla Kubicy to nie tylko powrót do European Le Mans Series, ale również do prototypu w klasie LMP2. Kierowca ORLEN Team i ambasador polskiej marki jest wciąż mistrzem tej kategorii w Długodystansowych Mistrzostwach Świata, którą usunięto z WEC po zakończeniu zeszłego sezonu. Przed rokiem z ORLEN Team WRT sięgnął po triumf, dominując serię i potwierdzając, że dobrze czuje się w prototypie Oreca 07.

Sezon 2024 to kolejny rok długofalowej współpracy pomiędzy Robertem Kubicą a marką ORLEN, która zaczęła się w 2019 roku w ramach startów Polaka w Formule 1. Od tego czasu dzięki zaangażowaniu koncernu Polak występował także w DTM, ELMS czy WEC, a w grudniu zeszłego roku ORLEN przedłużył współpracę z krakowianinem o kolejne trzy sezony. Koncern jest Sponsorem Tytularnym zespołu, w barwach którego Kubica jeździ w ELMS, a umowa zapewnia mu ekspozycję na kombinezonach kierowców oraz samochodzie.

Na co będzie stać Roberta Kubicę?

Poprzednie tytuły w ELMS i WEC Kubica zdobywał, jak to w wyścigach endurance, w tercecie. Jego dobrym kolegą stał się Louis Delétraz, szwajcarski kierowca, który także w tym sezonie występuje w zespole z Polakiem. To właśnie Delétraz występował w kwalifikacjach podczas weekendu w Barcelonie. Skład ekipy #14 ORLEN Team AO by TF uzupełnia Jonny Edgar, 20-letni Brytyjczyk, który dawniej występował w barwach akademii Red Bulla, podobnie jak obecnie Kacper Sztuka, młody talent ORLEN Team startujący w F3.

– Zespoły i ich składy są bardzo mocne. Poza tym rywale doskonale znają prototypy LMP2, które wystawiają już od kilku lat. W tym roku dysponujemy większą mocą, wydajniejszą aerodynamiką oraz mniejszą wagą, więc można powiedzieć, że znów korzystamy z ich pełnego potencjału. Mamy dobry skład i wszystko, żeby wykonać dobrą pracę, dlatego trzeba wyciągać maksimum z każdego kolejnego wyścigu. Dzięki takiemu podejściu mieliśmy dobre wyniki w ostatnich sezonach i liczę, że tym razem będzie podobnie – mówił przed inauguracją sezonu Robert Kubica.

Dobry skład zespołu odgrywa kluczowe znaczenie w wyścigach długodystansowych, gdzie bardzo istotna jest regularność i utrzymywanie dobrego tempa na maratońskich przejazdach. W ELMS każdy wyścig to czterogodzinna rywalizacja, a o końcowym sukcesie decydują detale. Tegoroczna stawka jest bardzo wyrównana i bogata w doświadczenie, co podkreślają eksperci. Potwierdził to także weekend w Barcelonie i minimalne różnice na okrążeniach pomiędzy zespołami.

– Kubica, Delétraz i Edgar mają przed sobą ogromne wyzwanie. W stawce mamy sporo doświadczonych kierowców i zespołów takich jak Algarve Pro, Panis Racing, Cool Racing czy United Autosports. Jeśli chodzi o kierowców to Kubica i Deletraz posiadają spore doświadczenie za kierownicą samochodów LMP2, podobnie jak większość ich rywali. To w połączeniu z mocną ekipą powinno dać im szansę na walkę o zwycięstwa, ale na takim poziomie o wynikach decydować będą nie tylko osiągi, ale i wspomniana strategia, która też wymaga szczęścia – podkreśla w rozmowie z theSport.pl Grzegorz Piotrowicz, ekspert w dziedzinie wyścigów długodystansowych. W Barcelonie fortuna nie sprzyjała Polakowi.

– Innym czynnikiem, który trudno przewidzieć to to, że do klasy przeszło sporo nowych kierowców, w tym też sporo z F2. Ich brak doświadczenia niekoniecznie musi stanowić dla nich problem. Tu nikogo nie należy lekceważyć – dodaje ekspert.

Czym ELMS różni się od WEC?

Przypomnijmy, że ELMS to nie jedyna misja i cel Roberta Kubicy w tym sezonie. Reprezentant Polski w marcu zainaugurował sezon FIA World Endurance Championship, czyli Długodystansowych Mistrzostw Świata. W tym roku 39-latek zasiada za kierownicą hypercara Ferrari o numerze #83. W Katarze jego ekipa AF Corse zaliczyła bardzo udany występ i obecnie plasuje się na 4. miejscu w klasyfikacji generalnej. Tydzień po wyścigu ELMS w Barcelonie Kubica pojedzie do włoskiej Imoli na 2. rundę sezonu.

Jak wyjaśnia nam Grzegorz Piotrowicz, w ten sposób Kubica walczy na dwóch ważnych, międzynarodowych frontach. – Wyścigi endurance wprawdzie mają dość skomplikowany podział w hierarchii, ale w przypadku serii WEC, ELMS czy IMSA sprawy są o wiele prostsze. Porównajmy to sobie do piłki nożnej. WEC wraz z 24h Le Mans jest jak mundial, a więc jest tą najwyższą kategorią w świecie Endurance. Natomiast ELMS to takie EURO. To tyle w kwestii rangi – tłumaczy nam Grzegorz Piotrowicz.

W WEC Kubica jeździ w królewskiej kategorii hypercar. Także w ELMS walczy o mistrzostwo całej serii jako kierowca najsilniejszej kategorii. W LMP2 rywalizują jednak kierowcy o różnym poziomie doświadczenia, a niuanse przybliża nam dziennikarz portalu MotoHigh.

– Jeśli chodzi o klasy to w WEC mamy hypercary oraz GT3. I te same GT3 spotkamy też w ELMS. Różnicę stanowią pozostałe klasy. W europejskim cyklu mamy oprócz nich auta LMP2 i LMP3. Czołową klasą jest tu LMP2, ale jest tu jedno małe „ale”. Bowiem mamy LMP2 (w której pojedzie RK z TF Sport oraz polski InterEuropol) i LMP2 Pro-Am. Obydwie klasy rywalizują tymi samymi samochodami w tej samej specyfikacji, ale różni je to, że w Pro-Am wymagany jest kierowca z brązową licencją, a więc ten najsłabszy. W normalnym LMP2 mamy wymóg jednego kierowcy ze srebrną licencją i w #14 ten warunek wypełnia Jonny Edgar. Teoretycznie załogi Pro-Am powinny być wolniejsze na dystansie całego wyścigu przez obecność brązowego kierowcy w składzie, ale w praktyce może być inaczej. Właśnie załoga RK jest tego doskonałym przykładem, ponieważ rok temu TF Sport wystawiało załogę w Pro-Am wraz z Delétrazem i ten samochód wygrał rok temu cały wyścig w Barcelonie. Wszystko sprowadza się do tego, jak mocni są kierowcy poszczególnej załogi i w którym momencie za kierownicą będzie ten teoretycznie najsłabszy – tłumaczy Piotrowicz.

WEC to najbliższe plany polskiego kierowcy. W dniach 19-21 kwietnia Długodystansowe Mistrzostwa Świata będą gościć na Imoli, słynnym włoskim torze znanym z wyścigów Formuły 1. Obiekt jest uwielbiany przez kierowców ze względu na wymagającą nitkę. Dla Kubicy to wyjątkowe miejsce, jeśli chodzi o WEC, bo to właśnie w regionie Emilia-Romania testował po pierwszy w życiu hypercara Ferrari. Dla ekipy AF Corse korzystającej z samochodu 499P będzie to domowy wyścig. Po inauguracji załoga tworzona przez Kubicę, Roberta Szwarcmana i Yifei Ye zajmuje 4. miejsce w klasyfikacji generalnej.

fot. ORLEN Team AO by TF

Udostępnij

Translate »