Jak Arsene Wenger przewidział przyszłość kontraktów

Mimo stale rosnącej świadomości kibiców dotyczącej rynku transferowego, finansów i nawet pojedynczych aspektów księgowości, wciąż żyje i ma się dobrze mit o „darmowych transferach”. Wszystko jednak wskazuje na to, że już w bardzo niedalekiej przyszłości wszystko w tym zakresie – od klubowego PRu, przez pokrycie medialne, aż po dyskusje kibiców – ulegnie dużej zmianie, a „kwota transferu” zostanie wyparta przez „koszt całościowy”. Już 5 lat temu świat futbolu uprzedził Arsene Wenger, za co został obśmiany. Dziś jednak należy oddać cesarzowi co cesarskie i, tak po prostu, przyznać mu rację.

Sezon 2016/17. Dwie czołowe gwiazdy Arsenalu, czyli Alexis Sanchez i Mesut Özil upatrują już końca swoich kontraktów, zaczynając ubiegać się u względy innych klubów. Łącznie wyceniani na około 120 milionów, obaj 28-latkowie mieli pełną świadomość, że czeka ich najprawdopodobniej ostatni wielki kontrakt. A ten w Londynie, z niewielką perspektywą na trofea, wydawał się niezbyt kuszący.

To właśnie tę sytuację skomentował Wenger, sięgając po słowa, które osadzone w odpowiednim kontekście brzmiały szczególnie groteskowo. Po całym sezonie proszenia Sancheza na kolanach o podpis, opowiadaniu mediom o tym jak Chilijczyk kocha grać w barwach Kanonierów, wypowiedź zrezygnowanego Francuza zabrzmiała jak typowe angielskie „sour grapes”, czyli („i tak go nie chciałem”).

– To nie jest problem. Uważam wręcz, że to idealna sytuacja. Dlaczego? Ponieważ każdy musi grać na poziomie. Kiedy jesteś piłkarzem, grasz do ostatniego dnia swojego kontraktu. Nieważne, czy zostały ci dwa, czy jeden rok, to nic nie zmienia – mówił Wenger. Tuż przed utratą dwóch kluczowych graczy, nazwanie sytuacji „idealną” niezbyt przypadło kibicom do gustu. Szczególnie, że Wenger przez lata wyrobił sobie reputację kiepskiego negocjatora.

źródło: Optus Sport
*nie wszyscy powyżsi piłkarze upuścili Arsenal za kadencji Wengera.
Proroctwo Wengera

Do powyższego fragmentu jego wypowiedzi przyczepili się kibice, jednak znacznie ważniejsze jest to, co nie pojawiło się w nagłówkach:

– Myślę, że w przyszłości będzie to coraz bardziej widoczne. Dlaczego? Ponieważ kwoty transferów są zbyt wysokie, nawet za zwykłych graczy.

– Coraz więcej zawodników będzie wchodzić w ostatni rok kontraktu, ponieważ żaden klub nie będzie chciał zapłacić żądanej kwoty. W ciągu najbliższych 10 lat stanie się to czymś zupełnie zwyczajnym.

Dużą ironią losu, Wenger nie tylko wyprorokował przyszłość rynku transferowego, ale jego słowa niejako zwiastowały najbardziej patologiczny z serii transferów tzw. „wolnych strzelców”, czyli piłkarzy bez kontraktu.

W lutym 2019 Aaron Ramsey, na mocy tzw. prawa Bosmana, złożył podpis na kontrakcie wiążącym go na 4 lata z Juventusem. Sama kwota transferu w księgach widnieje jako niemal okrągłe zero (+ koszty administracyjne), jednak Stara Dama za ten ruch zapłaciła. I to sporo, naprawdę sporo.

Ramsey w barwach Bianconeri (zupełnie abstrahując od jakości jego występów), był jednym z najlepiej opłacanych piłkarzy w historii dyscypliny. Zarabiał około 400 tysięcy euro tygodniowo, jednak co najciekawsze: z perspektywy Juventusu ten ruch miał dużo sensu.

Kosmiczna pensja dla Walijczyka była bowiem „rekompensatą” za brak odstępnego – pozyskując za darmo zawodnika wartego około 40 milionów, Włosi mogli sobie pozwolić, by przekonać go do siebie tłustym przelewem, jednocześnie pozbawiając Arsenal jakiejkolwiek logicznej karty przetargowej.

Proste wyliczenia wskazują bowiem, że kontrakt Ramseya kosztował Juve około 80 milionów euro. Gdyby pozyskali go za 40 milionów i zaoferowali o połowę niższe zarobki, wyszliby na to samo.

Wracając jednak do Wengera – przygotowaliśmy wykres sprawdzający słuszność jego „proroctwa”. Sprawdziliśmy w tym celu ile w poszczególnych sezonach dokonywano transferów „wolnych strzelców”, których ówczesna wartość mieściła się w TOP50 wszystkich zakupów:

Trend, jak widać gołym okiem, jest rosnący. Olbrzymi udział w tym procesie mają przede wszystkim dwa kluby – Barcelona i PSG. Ci pierwsi w ten sposób usiłowali „nadrobić” braki finansowe, a drudzy zrozumieli, że olbrzymia wypłata jest znacznie, znacznie większym magnesem od olbrzymiej kwoty transferowej.

Jakie są skutki „nowego rynku”?
  • Znacząco zmniejszy się przychód klubów. Chelsea w jednym oknie straciła znaczną część linii defensywy, z którą niedawno Londyńczycy wygrywali Ligę Mistrzów. Do klubowej kasy nie wpłynął ani funt, za to i Rudiger, i Christensen przyjęli zacne bonusy za transfery do Hiszpanii. Łącznie obaj są warci około 80 milionów, których The Blues nie dostali, by ich zastąpić.
  • Szafy pełne kontraktowych trupów. Tu ponownie idealnym przykładem jest Aaron Ramsey, który choć do Juventusu nie pasował za grosz, co tydzień kosztował Star Damę istne krocie. Na całym świecie nie było pół klubu, który chciałby przejąć tak wysoki kontrakt, a Ramsey, do czego miał 100-procentowe prawo, nie kwapił się by wypuścić swoją żyłę złota.
  • Finansowe Fair… co? Nie tylko nikt nie ma pojęcia jak naprawdę działa mityczne FFP, ale też dominuje przekonanie, że nie działa ono w ogóle. Jeżeli jednak z dnia na dzień kluby przestaną dokumentować kwoty transferowe, cały ten koncept będzie musiał się do nowej sytuacji przystosować – inaczej słynne okienko PSG z 2021 nie będzie odosobnionym przypadkiem.
  • Wzrost siły agentów. Kiedy z równania transferowego wyklucza się jedną ze stron, w wolną lukę z dużą chęcią wskoczy ktoś inny. Tym podmiotem są rzecz jasna agenci, dla których bieżąca sytuacja, pozbawiona kwot transferowych, oznacza znakomitą okazję do uzyskania grubego czeku.
  • Nowy dyskurs transferowy. To najmniej inwazyjny ze skutków, jednak potencjalnie najbardziej rewolucyjny dla zwykłego kibica. Precedensem zmiany tego, jak mówimy o transferach, był ruch Erlinga Haalanda z Dortmundu do Manchesteru City. Wówczas najprawdopodobniej dziennikarzom wydawało się zbyt groteskowe pisać, że Obywatele za wartego 150 milionów Norwega zapłacili jedynie 60, więc niemal każdy news zawierał skrupulatne wyjaśnienie, że bonusy dla piłkarza i agenta bynajmniej nie były promocyjne. Im więcej darmowych (lub mocno zaniżonych) transferów, tym większe prawdopodobieństwo, że będzie się mówiło o zupełnie innych wartościach – całkowitych kosztach transferu. Ramsey za 80 milionów, a Ramsey za darmo – jest różnica, prawda?

Słowem zakończenia, oczy Wengera szczęśliwie jeszcze się nie zamknęły, natomiast najwyższy czas by otworzyć własne. Rynek transferowy jaki znaliśmy dotąd, najprawdopobniej przejdzie, kolejną już, wywrotową rewolucję.

Fot. Twitter

Rafał Hydzik

Udostępnij

Translate »