wstecz

MotoGP: Co wiemy na półmetku sezonu?

Sezon MotoGP wchodzi w decydującą fazę – przed nami ostatnie 9 wyścigów, które wyłonią mistrza świata. Najbliższa runda jednak dopiero za miesiąc więc to dobry moment, aby ocenić pierwszą część sezonu w wykonaniu poszczególnych zawodników i ich zespołów. 

Silny Quartararo, beznadziejna Yamaha

Fabio Quartararo nie rozpoczął tego sezonu w najlepszym stylu – zresztą sam się tego spodziewał, mówiąc, że Yamaha nie zmieniała zbyt wiele w swojej maszynie. Jednak jeśli Yamaha nie może, to Fabio musi wziąć cały ciężar na siebie i wyciskać z maszyny tyle ile się da. Efekt jest naprawdę imponujący. Od rundy w Portugalii Francuz praktycznie nie schodził z podium, za wyjątkiem wyścigu we Francji, gdzie był czwarty. Z kolei w ostatniej rundzie w Holandii zarówno on, jak i jego zespół popełnili błąd – Quartararo dość optymistycznie zaatakował swojego głównego rywala, Aleixa Espargaro w zakręcie numer 5. Francuz złapał uślizg z przodu i zgarnął ze sobą zawodnika Aprilii. Na szczęście Espargaro nie upadł, tylko wyjechał poza tor i stracił kilkanaście pozycji, jednak jechał dalej i zachował szanse na punkty.

 

Quartararo natomiast zakopał się w żwirze i wyjechał dopiero z pomocą porządkowych, jednak był na ostatnim miejscu. Dwa kółka później zjechał do boksu, aby się wycofać, ale zespół nalegał, aby został na torze i zebrał dane, potrzebne do… no właśnie, czego? Raczej nie rozwoju maszyny, która jest uszkodzona i nie pozwoli uzyskać żadnych reprezentatywnych danych. Dokładnie okrążenie później Fabio zaliczył potężną wysiadkę z motocykla, przelatując przez kierownicę i uszkadzając sobie bark.

 

Plus jest taki, że mają teraz miesiąc przerwy i Yamaha będzie mogła na spokojnie przystąpić do kolejnej rundy. Nie zmienia to faktu, że ruch Yamahy był idiotyczny, zwłaszcza biorąc po uwagę, że Fabio to ich jedyny zawodnik, który uzyskuje jakiekolwiek wyniki. Sytuacja jest bardzo podobna do tej, jaka kilka lat temu zaszła z Markiem Marquezem i Hondą, ale tam był jeszcze Cal Crutchlow, który w satelickiej ekipie LCR też czasem stawał na podium. W przypadku Yamahy nie ma nikogo takiego. Morbidelli nadal nie rozumie maszyny i notuje wyniki niewiele lepsze od tych, jakie mają zawodnicy WithU Yamahy. Nie licząc obrońcy tytułu, Yamaha ma tylko 45 punktów. Quartararo prowadzi w tabeli, ale ma tylko 24 punkty przewagi nad Aleixem Espargaro. 

Ducati gotowe, ale zawodnicy nie przygotowani 

To miał być ten sezon, wszystko wydawało się gotowe – Bagnaia i Miller mieli bardzo udaną końcówkę 2021 i powinni spokojnie walczyć od samego początku o zwycięstwa. Tak się nie stało, Bagnaia i Ducati razem dość mocno przypominają tegoroczną formę Charlesa Leclerca i Ferrari w Formule 1. Pole position za pole position, ale wygranych brak – tutaj przynajmniej nie ma Grande Strategii w wykonaniu zespołu z Bolonii, jednak Pecco zbyt często zalicza wywrotki, co na chwilę obecną przekreśla jego szanse na tytuł. Włoch wygrał co prawda aż trzy razy w tym sezonie, ale cztery razy nie ukończył rywalizacji, natomiast pozostałe cztery wyścigi nie były zbyt spektakularne. Jack Miller natomiast rzadziej się wywraca, ale tylko trzy razy stanął na podium i przeplata dobre wyniki z mizernymi. Australijczyk jest obecnie siódmy w klasyfikacji generalnej z 91 punktami, a Bagnaia czwarty ze 106 punktami. Teraz nadeszła przerwa wakacyjna i to idealna okazja dla fabrycznej ekipy Ducati, aby zresetować umysły i wkroczyć w drugą część sezonu, tak jak mieli to zrobić na początku tegorocznej rywalizacji.

Prima Sort Pramac Racing?

O zespole satelickim Ducati, jakim jest Prima Pramac Racing, raczej nie można powiedzieć, że zawiódł. Na jedenastą rundę odbywającą się w Assen, przyjeżdżali jako trzecia ekipa w tabeli – znajdowali się przed zespołem Ducati Lenovo Team, a mogło być nawet lepiej, gdyby nie kontuzja Jorge Martina, przez którą ten dopiero teraz odzyskuje tempo, jakie pokazywał nam pod koniec poprzedniego roku. W Assen stracili w klasyfikacji zespołów, ale wciąż są blisko podium. Johann Zarco jest trzeci w klasyfikacji zawodników z dorobkiem 114 punktów, natomiast Martin ma 70 oczek. Przerwa wakacyjna także dobrze im zrobi, zwłaszcza Martinowi, który odpocznie po niedawnej operacji i będzie mógł ponownie odpalić – tak jak rok temu. 

Kończ waść wstydu oszczędź

Suzuki po ogłoszeniu wycofania się z MotoGP po sezonie 2022 znajduje się na równi pochyłej. W ostatnich pięciu wyścigach aż trzy razy ani jeden z zawodników Suzuki nie dojechał do mety. Dopiero ostatni wyścig w Assen można uznać w ich wykonaniu za w miarę udany, ponieważ Alex Rins i Joan Mir ukończyli go w pierwszej dziesiątce. Początek sezonu był jednak dla Suzuki bardzo dobry – Alex Rins znalazł się w pierwszej trójce klasyfikacji generalnej, a Mir niedaleko za nim meldował się w pierwszej piątce. Niestety po komunikacie Suzuki wszystko legło w gruzach. Zawodnicy mieli nadzieję jechać jak najlepiej, a jest odwrotnie. Na chwilę obecną członkowie ekipy Suzuki znajdują się obok siebie w klasyfikacji generalnej na pozycjach 8. i 9. Mir ma na swoim koncie 77 punktów, a Rins o dwa oczka mniej. 

Młodzi gniewni

Zespoły Gresini Racing i Mooney VR46 mają za zawodników młodych i bardzo utalentowanych Włochów, którzy udowadniają, że warto na nich stawiać. Enea Bastianini już w drugim sezonie stał się jednym z pretendentów do tytułu mistrzowskiego, a także do miejsca w fabrycznym zespole Ducati na sezon 2023. Włoch ma na swoim koncie trzy zwycięstwa, jednak przeplata je dość mizernymi wyścigami. Ostatnie cztery wyścigi to dwie wywrotki i dwa wyścigi w średnich punktach za dziesiąte i jedenaste miejsce. Na chwilę obecną “Bestia” jest piąty w klasyfikacji generalnej i ma na swoim koncie 105 punktów. Fabio Di Giannantonio z kolei to debiutant w klasie królewskiej – pierwsze wyścigi były dla niego trudne, jednak ostatnio odblokował się i zaczął finiszować w punktach. Na wakacje udaje się jeszcze szczęśliwszy, ponieważ zespół Gresini przedłużył z nim kontrakt na kolejny sezon. Natomiast w zespole Mooney VR46 mamy Marco Bezzecchiego, dla którego to też pierwszy sezon w MotoGP i Lucę Mariniego, przyrodniego brata Valentino Rossiego, dla którego to drugi sezon w MotoGP. Jeden jak i drugi rozkręcają się z wyścigu na wyścig. Od Grand Prix Hiszpanii do Grand Prix Niemiec przynajmniej jeden z nich był w pierwszej dziesiątce, a w Holandii wybuchła euforia za sprawą drugiego miejsca w wyścigu dla Marco Bezzecchiego. 

 

Zawodnicy znajdują się obok siebie w klasyfikacji generalnej na 14. i 15. miejscu z dorobkiem 55 i 52 punktów. 

Cicha woda KTM

Austriacki producent miał dość spokojną przerwę zimową i nie wydawało się, aby dużo zmienił, ale jednak wszedł w ten sezon nadspodziewanie dobrze. W Katarze Brad Binder był drugi, natomiast w Indonezji Miguel Oliveira zwyciężył. Jednak na tym by się skończyło –  pozostałe wyścigi zawodnicy KTM-a po prostu jechali i ni z tego ni z owego Brad Binder jest szósty w klasyfikacji generalnej z dorobkiem 93 punktów, natomiast Oliveira znajduje się na dziesiątej pozycji ze stratą 22 punktów do kolegi z zespołu. Tak jak w Formule 1 George Russell uchodzi za Mr. Consistency, tak w MotoGP jest nim Oliveira – ostatnie cztery wyścigi Portugalczyk zakończył na dziewiątym miejscu. Zawodnicy KTM-a raczej już szans na tytuł mistrzowski nie mają, jednak dzięki tej regularności mogą zakończyć ten sezon na bardzo wysokich pozycjach. O wysokich miejscach natomiast nie można mówić w przypadku satelickiej ekipy Tech3, a można nawet przemilczeć jej dyspozycję. Oczywiście warto zaznaczyć, że to pierwszy sezon dla Remy’ego Gardnera i Raula Fernandeza w MotoGP, jednak mimo wszystko jeden, jak i drugi chciałby nawiązać walkę o punkty z innymi, a nie batalię z Yamahami o to, kto nie będzie ostatni na linii mety. 

Dno i dwa metry mułu

Wydawało się, że poprzednie dwa sezony w wykonaniu Hondy były tragiczne – ten sezon miał być odbiciem od dna, jednak zamiast odbicia doszło do zakopania się w mule. Początek był obiecujący trzecie miejsce Pola Espargaro i piąte Marca Marqueza w Katarze, jednak później zaczął się dramat. Marquez wycofał się z wyścigów w Indonezji i w Argentynie z powodu wypadku. W USA wrócił i jak się okazało do Grand Prix Włoch ciągnął Hondę za uszy, byle kończyli w pierwszej dziesiątce. Jednak na chwilę obecną to był ostatni wyścig Marca Marqueza w tym sezonie. Hiszpan postanowił przejść kolejną operację ręki, aby wrócić do pełnej sprawności na sezon 2023. Sama Honda radziła mu tak zrobić. Ostatnie wyścigi to kompletna katastrofa – na Sachsenringu zespołowi udało się osiągnąć niechlubny rekord, jakim był pierwszy finisz bez punktów w wyścigu od 40 lat! Ostatni raz taka sytuacja w motocyklowych mistrzostwach świata miała miejsce we Francji w 1982 roku. Warto też dodać, że to właśnie na tym torze nieprzerwanie (w 2020 roku nie odbyło się Grand Prix Niemiec) od 2013 triumfował Marc Marquez na motocyklach Hondy. Z Hondy po sezonie 2022 odchodzi Alex Marquez – Hiszpan w przyszłym roku będzie jeździć razem z Fabio Di Giannantonio na motocyklu Ducati w ekipie Gresini Racing. Jest to zarazem ostatnia szansa dla młodszego z braci Marquezów, na udowodnienie swojej wartości w klasie królewskiej. Bardzo prawdopodobne, że Repsol Honda pożegna się także z Polem Espargaro i zastąpi go Joanem Mirem. Jednak niewykluczone, że Pol zostanie przeniesiony do zespołu satelickiego, którym jest LCR Honda. 

Nowy dominator?

Aprilia zrobiła niezwykły postęp na przestrzeni ostatnich dwóch lat. Ten sezon może być historyczny dla marki z Noale, jak i dla Aleixa Espargaro, który walczy o tytuł i ostatnim wyścigiem to udowodnił. Fabio Quartararo zaatakował Hiszpana w dojeździe do zakrętu numer pięć i upadł, zabierając ze sobą zawodnika Aprili, ale ten nie przewrócił się, a jedynie wyjechał poza tor i spadł na piętnaste miejsce. Hiszpan się jednak nie załamał i pojechał kapitalną resztę wyścigu. Na jednym z okrążeń zawodnik Aprili wyprzedził aż trzech zawodników, jednego po drugim, awansując z jedenastego miejsca na ósme. Na kolejnych kółkach gonił czołówkę, zawodnicy lekko zwolnili kiedy wywieszono białą flagę z czerwonym krzyżem, oznaczającą możliwość zmiany motocykla ze względu, na zmieniające się warunki pogodowe. Jednak Aleix jechał tak, jakby było pełne słońce i bił kolejne rekordy okrążenia. Na ostatnim kółku w ostatniej szykanie wyprzedził Millera i Bindera kończąc wyścig tuż za podium na czwartym miejscu. 

 

A na podium znalazł się jego kolega z zespołu, Maverick Vinales. Hiszpan według zapowiedzi oswoił się z motocyklem i zaczyna dojeżdżać do czołówki. Jest to dodatkowy as w rękawie Aprili, dzięki któremu zespół z Noale może przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść i jednocześnie wysyła wiadomość do konkurencji, że posiada motocykl, który ma wyniki i potrafi na nim jeździć więcej niż jeden zawodnik. 

Fot: materiały prasowe serii

Autor Maksymilian Marciniak
Moto GP

Udostępnij

Translate »