wstecz

Jak ukraiński futbol wraca do gry?

23 sierpnia, dzień przed tamtejszą celebracją rocznicy uzyskania niepodległości, w Ukrainie rozbrzmi pierwszy gwizdek nowego sezonu Premier Lihi. 16 drużyn, w 3 lub 4 miastach, podejmie ściśle kontrolowaną próbę powrotu do normalności, by zaledwie pół roku po rosyjskiej próbie zniszczenia ich narodowej tożsamości, pokazać, że nie udało się Ukraińców powstrzymać nawet od grania w piłkę.

Poprzedni sezon Premier Lihi został przerwany z dnia na dzień, ze względu na rozpoczęcie inwazji. O ile piłkę nożną, rzecz jasna, odstawiono wówczas daleko na boczny tor, już wtedy żyło przekonanie, że w niedalekiej przyszłości przyjdzie czas odkopać ją z gruzów.

Ukraiński futbol dostał jednak w międzyczasie od losu („los” to taki eufemizm dla „UEFA”) bardzo mocno w kość. Zarządzeniem federacji, aż do 2023 piłkarze ukraińskich klubów mogą bez konsekwencji rozwiązać kontrakt i szukać zatrudnienia gdzie indziej. Szczególnie poirytowany taką decyzją jest prezes Szachtara Donieck, Sergiej Pałkin, który wyliczył, że wspaniałomyślne działanie UEFA kosztowało jego klub 50 milionów euro.

– Wysłaliśmy do FIFA pismo, aby powiedzieć, że jeśli nie pomogą nam w tej sytuacji, to pozwiemy ich i wytoczymy im sprawę w sądzie. Ta decyzja dała agentom możliwość wzbogacenia się, bo mogą powiedzieć innym klubom, że nie muszą płacić Szachtarowi Donieck, natomiast mogą uzyskać z tego tytułu większą prowizję – grzmi Pałkin.

Eksodus z Ukrainy (któremu oczywiście nie sposób się dziwić) przybrał olbrzymią skalę – zagraniczni zawodnicy bez większego namysłu korzystali z okazji, by przedwcześnie zrealizować swój i tak założony wcześniej cel, czyli dotrzeć na zachód.

Ci, którzy jednak pozostali (a także ci, którzy postanowili powrócić), końcem sierpnia rozpoczną zmagania o najbardziej nietypowe mistrzostwo Ukrainy.

Pokaz narodowego ducha

Założenia są przede wszystkiem dwa: z jednej strony wizerunkowe – chodzi o wysłanie jasnego sygnału, że narodowa tożsamość żyje i ma się dobrze. Wszystkie mecze, z towarzyszącym im patriotycznym przekazem, będą transmitowane, celem zapewnienia narodowi upragnionej rozrywki.

– Chodzi o zademonstrowanie nieustraszonego charakteru naszego narodu, niepokornego ducha i pragnienia nieuchronnego zwycięstwa. To wyjątkowa inicjatywa w historii świata: piłka nożna przeciwko wojnie w warunkach wojny, piłka nożna w imię pokoju – mówi Andriej Pawlenko z ukraińskiego związku.

To decyzja, co by nie mówić, czysto polityczna. Działacze argumentują, że gra poza granicami kraju byłaby nietaktem względem żołnierzy na froncie, więc stanowczo odrzucono opcję przeniesienia ligi do choćby Polski (u nas odbywają się jedynie mecze w rozgrywkach europejskich – Szachtar, Dynamo i Zoria grają w kolejno Warszawie, Łodzi i Lublinie).

EDIT: z najnowszych informacji Eurosport wynika, że Szachtar Donieck, który miał rozgrywać mecze we Lwowie, stacjonując w Warszawie, jednak planuje wszystkie swoje spotkania przenieść do polskiej stolicy.

Korzyści z takiego rozwiązania jako takich nie ma – mecze będą się odbywać na zamkniętych stadionach, przy zaostrzonych środkach bezpieczeństwa (w Polsce mogliby uczestniczyć kibice). Chodzi więc przede wszystkim o morale.

Drugi cel natomiast jest już bezpośrednio pragmatyczny – władze ukraińskiej piłki mówią, że nawet jeden rok zastoju przekreśliłby dekadę mozolnej pracy nad rozwojem, który doprowadził Ukrainę do względnie wysokiej pozycji w światowej piłce. I w tym kontekście nawet utratę niemal wszystkich czołowych nazwisk postrzega się jako potencjalną korzyść – mówi się, że prawie w pełni ukraińskie drużyny wyjdą na boiska „żądne krwi”.

Do boju stanie 16 drużyn, spośród których aż 10 będzie rozgrywało mecze w Kijowie, a pozostałe w innych miejscowościach w kierunku wschodu (Lwów, Użhorod, a potencjalnie też Tarnopol i Równe). Nie zgłosiły się jedynie dwie drużyny – Desna Czernichów oraz FC Mariupol – obie ze względu na ogromne straty w infrastrukturze; zamierzają jednak powrócić w czasie pokoju. Mówi się także o wznowieniu rozgrywek na drugim szczeblu.

Dziś, niecały miesiąc przed powrotem Premier Lihi, wciąż nie znamy precyzyjnych szczegółów tego projektu, a wręcz wiemy, że potencjalna eskalacja konfliktu doprowadziłaby do jego zaniechania. Nie sposób jednak nie trzymać kciuków za kolejny przypadek w historii, kiedy to futbol okazał się silniejszy od wojny.

Rafał Hydzik
Piłka nożna

Udostępnij

Translate »