wstecz

Powrót niemieckiego wunderkinda?

Kontynuujemy nasz cykl #JaJeszczeŻyję. Tym razem sprawdzamy co dzieje się z niemieckim wunderkindem Mario Götze. Gol cudownego 22-latka w finale mistrzostw świata w 2014 roku, przesądzający o wygranej „Die Mannschaft”, okazał się przekleństwem i ostatnim pozytywnym akordem w jego dotychczasowej karierze. Dziś 30-letni Götze wraca do Bundesligi, gdzie jeszcze nie powiedział ostatniego słowa.

13 lipca 2014 roku, Brazylia. Na legendarnej Maracanie w Rio de Janeiro Niemcy mierzą się z Argentyną w finale mundialu. Cały świat zastanawia się, czy to będzie ten moment, w którym uznawany za Boga futbolu Lionel Messi odniesie pierwszy, znaczący sukces z reprezentacją Albicelestes. Argentyńczycy, z Messim, Gonzalo Higuaínem, Ezequielem Lavezzim, a później także Sergio Agüero i Rodrigo Palacio (weszli z ławki) w składzie cały mecz przeważają. Tworzą mnóstwo okazji bramkowych, ale rażą nieskutecznością. Ich rywale w niczym nie przypominają zespołu, który w półfinale rozgromił Brazylię 7:1, za to mądrze się bronią. Do 90 minuty był bezbramkowy remis. W dogrywce bohaterem nie został przytłamszony i mniej widoczny tego dnia Messi. Sprawy w swoje nogi wziął 22-letni Mario Götze i zrobił to:

Niemcy w ekstazie. Władze Bayernu Monachium, które rok wcześniej wydały na jeden z największych talentów niemieckiej piłki w XXI wieku 37 mln euro, zacierają ręce. Wprawdzie Götze po przejściu z Borussii Dortmund do Bawarii zaliczył całkiem niezły sezon (15 goli i 13 asyst w 45 występach), ale to wciąż nie było to, na co liczono, wydając tak duże na tamten czas pieniądze. Po tym, co stało się na Maracanie, chłopak musi mocniej uwierzyć we własne umiejętności i wejść na jeszcze wyższy poziom. Musi, prawda?

Kolejną kampanię zakończył z dorobkiem 15 goli i 7 asyst, ale wybitnie rozczarowujący był sezon 2015/16. Wtedy zaczęły się problemy zdrowotne reprezentanta Niemiec, przez które rozegrał tylko nieco ponad 1200 minut. Taki klub jak Bayern nie mógł dłużej czekać i zwyczajnie zrezygnował z ofensywnego pomocnika. Pomocną dłoń wyciągnęła BVB, odkupując go za 22 mln euro. Wtedy jeszcze w Północnej Westfalii nie wiedzieli, że to wyjątkowo zły pomysł.

  

Götze nadwyraz często miewał problemy mięśniowe oraz kłopoty z utrzymywaniem prawidłowej masy ciała. Dopiero pogłębione badania wykazały kłopot natury metabolicznej. Zaburzenia występujące w jego organizmie zwiększały podatność na urazy. W żadnym z czterech sezonów po powrocie do Dortmundu nie przekroczył 2300 minut na boisku, a w ostatnim (2019/20) było ledwie ponad 600 minut. Mario wiedział, że nie ma już przyszłości w Borussii.

Holenderska odbudowa

Agent piłkarza Reza Fazeli ustalił ze swoim klientem, że dla wszystkich stron najlepsze będzie przewietrzenie głowy poza ojczyzną. W grę wchodziły różne kierunki — także dość egzotyczne, ukierunkowane przede wszystkim na zysk. Nie jest trudno sprzedać piłkarza, który strzelił decydującą bramkę w finale mistrzostw świata, do ligi płacącej bardzo dobre pieniądze. Tu jednak zagrała ambicja samego Mario, który nie chciał w wieku 28 lat odcinać kuponów. Ambicja, której wielu mu odmawiało. To w jej braku niemieccy żurnaliści i eksperci upatrywali jednej z przyczyn zmarnowania talentu Götze. Co ciekawe bardziej go wówczas bronili, niż atakowali. Twierdzili, że po prostu za szybko osiągnął sufit i wszystko, co może zrobić, to powtórzyć te osiągnięcia. Po długich namysłach i pertraktacjach przeciągających się przez pandemię COVID-19, Götze trafił do holenderskiego PSV Eindhoven.

  

Pierwszy sezon nie należał do zbyt udanych, ale całościowo dwuletni pobyt w Eindhoven Niemiec może zaliczyć na plus. W końcu grał dużo, długo i regularnie. Problemów zdrowotnych nie udało się wyeliminować do zera, ale było ich na tyle mało w porównaniu do poprzednich lat, że można mieć nadzieję, iż kariera ofensywnego pomocnika, mogącego grać na obu skrzydłach, a nawet jako podwieszony napastnik, wraca na właściwe tory.

#JaJeszczeŻyję

Łącznie w barwach PSV rozegrał 77 spotkań, zdobył 18 goli i miał tyle samo asyst. Dzięki temu ponownie jest w orbicie zainteresowań selekcjonera reprezentacji Niemiec. Ostatecznie ani ustępujący Joachim Löw, ani jego następca Hansi Flick nie zdecydowali się na powołanie go, ale obaj pochlebnie się o Götze wypowiadali. Żaden z nich nie zamknął przed nim drogi do kadry, więc nie wszystko stracone.

By być bliżej kadry i dać sobie jeszcze jedną szansę w poważnej lidze, Mario po dwóch latach wrócił do Bundesligi. Tym razem nie zasilił żadnego z gigantów, lecz związał się z Eintrachtem Frankfurt, który w ostatnich latach potrafił zamieszać w niemieckiej elicie. Regularnie gra w europejskich pucharach i wylansował kilka gwiazd takich jak Luka Jović, Sébastien Haller, André Silva czy Filip Kostić.

Götze stał się częścią ambitnego projektu i tylko od niego zależy, czy jeszcze będzie o nim głośno. Trójka z przodu (w czerwcu skończył 30 lat) z automatu sprawia, że nikt nie oczekuje od niego, iż nagle stanie się pierwszoplanową gwiazdą Bundesligi, ale z drugiej strony piłkarze w tym wieku potrafią osiągać szczyt formy i zaskakiwać. Być może posłuży mu też fakt, że nie ma już tak wielkiej presji, jaka ciążyła na nim po mundialu w Brazylii. Niemiec nie powiedział ostatniego słowa, ale wie, że to dla niego ostatni dzwonek, by nie dać o sobie zapomnieć.

FOT. Wikimedia Commons

Piotr Janas
Piłka nożna

Udostępnij

Translate »