wstecz

Ściąga dla PZPN: Trenerzy do wzięcia za darmo

Adam Nawałka, Czesław Michniewicz i Marek Papszun – wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że ktoś z tej trójki poprowadzi reprezentację Polski w barażach o awans na mistrzostwa świata w Katarze i na mundialu, o ile zdoła się zakwalifikować. Pytanie brzmi, co potem, zwłaszcza w przypadku ewentualnego niepowodzenia??

W Polskim Związku Piłki Nożnej panuje przekonanie, że przed marcowymi barażami nie warto szukać kwadratowych jaj w postaci zagranicznego selekcjonera, który nie zna wszystkich polskich piłkarzy, będzie się tej roli dopiero uczył i może nie rozumieć ciężaru gatunkowego misji, której miałby się podjąć. Prezes Cezary Kulesza jest zwolennikiem polskiego trenera. Rozmawiał już z Adamem Nawałką, sondował dostępność Marka Papszuna, mocno zastanawia się nad Czesławem Michniewiczem. Na jego biurku co chwila lądują CV zagranicznych szkoleniowców, którzy chętnie przejęliby kadrę po Paulo Sosie.

Na teraz taki wariant jest mało prawdopodobny, ale ewentualnie niepowodzenie w barażach lub podczas samych mistrzostw z pewnością sprawi, że temat zmiany selekcjonera powróci. W piłkarskiej centrali wszyscy zdają sobie z tego sprawę, dlatego poszukiwania są dwutorowe. Raczej nie będzie już miejsca dla kolejnego zagranicznego szkoleniowca bez doświadczenia w roli selekcjonera i nazwiska wzbudzającego szacunek u naszych piłkarzy grających w najlepszych ligach świata. Postanowiliśmy przygotować dla PZPN-u ściągę z 10 potencjalnymi selekcjonerami z zagranicy, którzy są dostępni na rynku. Często są to kandydaci nieoczywiści, wielu z nich może być bardzo drogich, ale kondycja finansowa związku do najgorszych nie należy, więc może to czas, by zaszaleć?

Cesare Prandelli


Rozwiązanie nie tanie, ale z pewnością godne rozważenia. Włoch przede wszystkim doskonale zna specyfikę pracy selekcjonera, gdyż przez cztery lata prowadził reprezentację Italii (2010-2014), z którą dotarł aż do finału rozgrywanego w Polsce i na Ukrainie Euro 2012. Wprawdzie tam uległ Hiszpanii, ale i tak zapisał bardzo dobrą kartę w historii włoskiej piłki. 64-latek prowadził także wiele włoskich klubów, doskonale zna naszych rodaków grających w Serie A, a od marca ubiegłego roku jest bez pracy, po tym jak odszedł z Fiorentiny. Prowadził tam m.in. Bartłomieja Drągowskiego.

Joachim Löw


Nazwiska tego szkoleniowca nie trzeba przybliżać żadnemu szanującemu się kibicowi. Z reprezentacją Niemiec popularny Jogi pracował tak naprawdę od 2004 roku, kiedy został asystentem Jürgena Klinsmanna. Już wtedy mówiło się, że to właśnie on odpowiadał za taktykę i wszystkie najważniejsze kwestie szkoleniowe. Samodzielnie kadrę naszych zachodnich sąsiadów prowadził od 2006 roku, zdobywając z nią srebrny medal mistrzostw Europy w 2008 roku, brąz mistrzostw świata w 2010 roku i wreszcie złoto na mundialu w Brazylii w roku 2014. Po rozgrywanym latem ubiegłego roku Euro 2020 ogłosił, że ustępuje ze stanowiska i chce szukać nowych wyzwań. Od sierpnia jest bez pracy, ale wiadomo, że priorytetem będzie dla niego praca w którymś z wielkich europejskich klubów, w dalszej kolejności w klubach Bundesligi i dopiero potem reprezentacjach pokroju Polski, ale im dłużej będzie bez pracy, tym większa będzie szansa, by go na to namówić. Pytanie, czy PZPN sprostałby jego wymaganiom finansowym?

Niko Kovač

Chorwat to przedstawiciel nieco młodszego pokolenia trenerskiego, ale już z dużym bagażem doświadczeń. Przede wszystkim pracował z reprezentacją Chorwacji w latach 2013-2015, a wcześniej przez niespełna rok trenował kadrę do lat 21 tego kraju. Po odejściu ze związku ugruntował swoją pozycję na rynku niemieckim, osiągając bardzo dobre wyniki z Eintrachtem Frankfurt. Zapracował w ten sposób na zainteresowanie ze strony Bayernu Monachium, ale na to wyzwanie chyba nie był jeszcze gotowy i po półtora roku został zwolniony, mimo że zdobył mistrzostwo, puchar i superpuchar Niemiec. Gorzej Bayernowi szło w Lidze Mistrzów i to zaważyło. Ostatnio pracował we francuskim AS Monaco, ale od 1 stycznia znów jest dostępny.

Ante Cacić


Jeśli już przy Chorwatach jesteśmy, to swój akces do prowadzenia reprezentacji Polski zgłosił inny były selekcjoner tego kraju Ante Cacić. Objął reprezentację po Kovacu i osiągnął z nią 1/8 finału Euro 2016. Wcześniej święcił triumfy na krajowym podwórku, zwłaszcza będąc trenerem Dinama Zagrzeb. Potem pracował tylko w Egipcie, a od końcówki 2020 roku jest bez pracy. Sam o pracy z naszą kadrą mówi mediom jak o pracy idealnej, także ze względu na trudne, lecz ekscytujące warunki. Ma już 68 lat i pod względem finansowym byłby kilkukrotnie tańszy od wcześniej wymienianych kandydatów.

Frank de Boer


Po Chorwatach pora spojrzeć na Holendrów, zwłaszcza że po jednym (a w zasadzie jedynym) selekcjonerze z tego kraju mamy mimo wszystko dobre wspomnienia. Obecnie pracy szuka m.in. Frank de Boer, była gwiazda Ajaxu Amsterdam i FC Barcelony, a potem wieloletni szkoleniowiec Ajaxu, z którym jako szkoleniowiec wygrał cztery mistrzostwa. Wprawdzie później nie odniósł sukcesu w roli trenera Interu Mediolan, bardzo szybko zwolniony został także z Crystal Place, ale już jako trener Atlanty United radził sobie na tyle dobrze, że we wrześniu 2020 roku został selekcjonerem Holendrów. Kadrę „Oranje” poprowadził w 15 spotkaniach, w tym raz przeciwko Polsce, z którą wygrał 2:1 w meczu Ligi Narodów na Stadionie Ślaskim w Chorzowie. Od 29 czerwca 2021 roku czeka na oferty.

Ronald Koeman


Wybór na pewno droższy i bardziej kontrowersyjny, bo choć Koeman ma swoją markę na rynku holenderskich trenerów, to w FC Barcelonie, której był legendą jako piłkarz, w roli trenera już tak dobrze sobie nie poradził. Na dodatek rzucił dla niej pracę z reprezentacją Holandii, co przywołuje niezdrowe porównania do dezercji Paulo Sousy. Na obronę Koemana trzeba jednak powiedzieć, że w Barcelonie trafił na najcięższe czasy w XXI wieku (potężne długi, odejścia Suareza, Griezmanna i przede wszystkim Messiego), a w jego umowie z holenderskim związkiem był zapis umożliwiający mu odejście w przypadku takiej oferty, jaką wówczas otrzymał. Nie można bagatelizować jego doświadczenia w roli selekcjonera, bo Holendrzy pod jego wodzą dotarli do finału Ligi Narodów i szli jak burza w eliminacjach do Euro 2020.

Dunga


Kandydat zdecydowanie nieoczywisty, ale także bardzo doświadczony selekcjoner z pomysłem, wyżej ceniący sobie europejskie podejście taktyczne, aniżeli południowoamerykański luz. Dwukrotnie prowadził reprezentację Brazylii (lata 2006-2010 i 2014-2016), zdobył z nią Puchar Konfederacji i wygrał Copa America. Później trenował także kadrę Canarinhos do lat 23, stanowiącą bezpośrednie zaplecze pierwszej reprezentacji. Jako piłkarz grał w ojczyźnie, we Włoszech, w Niemczech i w Japonii. Wszystko to odcisnęło piętno na pracy trenerskiej Brazylijczyka, który przez ostatnie kilka lat spełniał się w roli eksperta, lecz nie ukrywa, że chciałby wrócić na ławkę.

Gernot Rohr


68-letni Niemiec to postać w Polsce raczej mało znana, ale jest to człowiek, który wręcz specjalizuje się w byciu selekcjonerem. Prowadził już cztery różne reprezentacje narodowe: Gabon, Niger, Burkina Faso i Nigerię. Zaczynał we francuskim Girondins Bordeaux, w którym zakończył karierę piłkarską. Jako trener dotarł z tym klubem do finału Pucharu UEFA. Później trenował jeszcze m.in. OGC Nice, Young Boys Berno, AC Ajaccio czy FC Nantes. Od 2010 roku prowadził wyłącznie afrykańskie reprezentacje narodowe. Jako selekcjoner Nigerii przez ostatnie sześć lat zakwalifikował się na mundial w Rosji i rozgrywany rok później Puchar Narodów Afryki, gdzie „Super Orły” zajęły trzecie miejsce. Później wywalczył z Nigerią awans na kolejny Puchar Narodów Afryki, który już 9 stycznia rozpocznie się w Kamerunie i jest na ostatniej prostej w play-offach o awans na tegoroczne mistrzostwa świata w Katarze. A raczej był, bo niespodziewanie 12 grudnia został zwolniony. Powody są nieznane, ale nigeryjski związek piłki nożnej nie takie cyrki już odstawiał… Rohr to kandydat dalece nieoczywisty, ale z wielu powodów godny rozpatrzenia.

Lucien Favre


Na koniec chcielibyśmy zaproponować dwójkę kandydatów bez selekcjonerskiego doświadczenia, ale za to ze wszech miar ciekawych. Pierwszym jest 64-letni Szwajcar, który w ojczyźnie dwukrotnie zdobywał mistrzostwo z FC Zürich i dwa razy sięgał po krajowy puchar oraz wygrał superpuchar Niemiec z Borussią Dortmund. U naszych zachodnich sąsiadów wyrobił sobie markę dzięki dobrej pracy w Hercie Berlin i Borussii Mönchengladbach. Potem przez dwa sezony prowadził francuską OGC Nice, a potem wrócił do Niemiec, by prowadzić Borussię, ale już nie tę z Monchengladbach, a z Dortmundu, jeszcze z Łukaszem Piszczkiem w składzie. Doskonale zna także innych Polaków grających w ostatnich latach w Bundeslidze i powinien odnaleźć się na stołku selekcjonera.

Jesse Marsch


Wychowanek słynnej szkoły Red Bulla, ukształtowany trenersko przez ojca chrzestnego całego projektu RB Ralpha Rangnicka. Marsch w przeciwieństwie do Favra posiada jakiekolwiek doświadczenie z pracą w reprezentacji, bo przez pewien czas był asystentem selekcjonera Boba Bradleya w kadrze USA. Samodzielnie prowadził kanadyjski Montreal Impact, a od 2015 roku pracował w rodzinie Red Bulla, obejmując zespół z Nowego Jorku. Radził sobie na tyle dobrze, że w lipcu 2018 roku sprowadzono go do Europy, gdzie najpierw chłonął wiedzę jako asystent Rangnicka w RB Lipsk, a następnie samodzielnie prowadził Red Bull Salzburg, zdobywając dwa dublety (mistrzostwo + puchar Austrii) w dwa lata. W nagrodę w lipcu 2021 roku samodzielnie objął RB Lipsk, lecz tam nie spełnił oczekiwań. Nie bez wpływu była plaga kontuzji i zachorowań na COVID-19, a więc czynniki niezależne od Amerykanina, ale ostatecznie 5 grudnia został zwolniony. Nie zmienia to faktu, że 48-latek to przedstawiciel nowej szkoły trenerskiej spod znaku Red Bulla, która obecnie jest jedną z najbardziej pożądanych na rynku. Czy sprawdziłby się w reprezentacji Polski? Na pewno byłby ciekawym rozwiązaniem.

Fot. Wikimedia Commons

autor-janas

Udostępnij

Translate »