wstecz

Widzew wraca na salony. Tylko po co?

Widzew Łódź po 8 latach niebytu wraca do piłkarskiej ekstraklasy. Łodzianie rzutem na taśmę zapewnili sobie bezpośredni awans i już zbroją się na grę w elicie. Na co będzie ich tam stać? Czego należy spodziewać się po czterokrotnych mistrzach Polski? Czy ten zespół ma szansę nawiązać do czasów „Wielkiego Widzewa”?

Widzew Łódź to marka sama w sobie. Żadnemu kibicowi piłkarskiemu w Polsce nie trzeba jej przedstawiać. Fakt, czasy Zbigniewa Bońka, Włodzimierza Smolarka, Józefa Młynarczyka czy później Dariusza Dziekanowskiego i Marka Koniarka to już bardzo odległa przeszłość, ale Widzew i jego stadion to wciąż bijące „serce Łodzi”, które wraca do miejsca, w jakim powinno być od zawsze.

Nie ma co się czarować — polska piłka, z pełnym szacunkiem do projektów takich jak Zagłębie Lubin, Wisła Płock, Stal Mielec czy Bruk-Bet Termalica Nieciecza — potrzebuje wielkich marek. Marek, które bez względu na przeciwnika będą przyciągały na trybuny po kilka lub kilkanaście tysięcy kibiców co tydzień. Taki produkt jest lepiej opakowany, łatwiej go sprzedać nie tylko na krajowym rynku, ale też w Europie. Widzew wpisuje się w te potrzeby, zwłaszcza z nowym stadionem, nieodstającym od europejskich standardów i wykracza daleko poza ekstraklasowe standardy, jeśli chodzi o liczbę karnetowiczów. RTS co sezon od przeprowadzki na nowy obiekt sprzedaje po kilkanaście tysięcy karnetów, a przecież nie grał od tamtej pory w najwyższej klasie rozgrywkowej. Co jeszcze, poza marką, fanatycznymi i oddanymi kibicami, głodnymi jakichkolwiek sukcesów, wnosi do ekstraklasy Widzew?

Gwiazda zespołu: Bartłomiej Pawłowski

Pawłowski to prawdziwy piłkarski turysta. Mało jest zawodników w ekstraklasie, a może nawet nie ma żadnego, który tak często zmieniałby kluby. Skrzydłowy, który dopiero w listopadzie skończy 30 lat, miał 11 różnych pracodawców, w tym dwóch zagranicznych (hiszpańska Málaga CF i turecki Gaziantep FK), ale to właśnie w Widzewie wypłynął na szersze wody. To tam zaczął regularnie grać i strzelać bramki na poziomie ekstraklasy i wypromował się na tyle, że trafił do hiszpańskiej La Liga. Debiutował w meczu ze słynną Barceloną na Camp Nou i choć wielkiej kariery na Półwyspie Iberyjskim nie zrobił, to potem długo mógł od tego odcinać kupony.

Odżył w Zagłębiu Lubin, dla którego w dwa lata rozegrał 67 spotkań, strzelił 12 bramek i zanotował 13 asyst. To pozwoliło mu ponownie wyjechać za granicę, tym razem do Turcji, gdzie dostał bardzo atrakcyjny pod kątem finansowym kontrakt. Następnie wrócił do Polski, do Śląska Wrocław, ale już nie błyszczał, często był rezerwowym, zwłaszcza po tym jak WKS przeszedł na stałe na grę z trójką środkowych obrońców i wahadłowymi. Po prostu nie było miejsca dla klasycznego skrzydłowego, a na wahadle sobie nie radził.

Tak oto rodowity zgierzanin wrócił do Widzewa po ponad 8 latach, by pomóc RTS-owi w wykonaniu najważniejszego kroku podczas swojej odbudowy. Bartłomiej Pawłowski był najlepszym zawodnikiem spadającego Widzewa, a teraz walnie przyczynił się do powrotu tego klubu na salony. W pół roku strzelił 6 bramek i dołożył do tego 2 asysty. Brał też udział w wielu innych akcjach bramkowych i choć np. 19-letni Bartosz Guzdek sezon zakończył z 7 golami i 2 asystami, to nikt w Łodzi nie ma wątpliwości, że to Pawłowski i jego doświadczenie w decydujących momentach było kluczem do awansu z 2. miejsca.

  

W końcowej fazie sezonu bramka Pawłowskiego dała wygraną w prestiżowych i ważnych w kontekście układu tabeli derbach Łodzi z ŁKS-em.

  

Największy atut: trener i wyrównana kadra

Widzew do ekstraklasy wprowadził trener Janusz Niedźwiedź, który na swoją pozycję pracował w niższych ligach. Pierwszym znaczącym sukcesem w karierze 40-letniego dziś szkoleniowca był awans z Górnikiem Polkowice do Fortuna 1 ligi. To trener nowoczesny, preferujący ofensywny styl gry, który potrafił w najważniejszym meczu sezonu wystawić obok siebie Pawłowskiego i Juliusza Letiowskiego, innego ciekawego kreatora, zamiast zabetonować środek pola, jak często robią to trenerzy w meczach o dużym ciężarze gatunkowym. Niedźwiedź we współpracy z zarządem zbudował silną kadrę, gdzie na niemalże każdej pozycji miał dwóch równorzędnych zawodników.

Zdrowe zarządzanie

Nie byłoby to możliwe, gdyby nie zmiana polityki transferowej i przede wszystkim finansowej w Widzewie. Dziś mało kto już pamięta, że za czasów prezes Martyny Pajączek red. Szymon Jadczak, który zasłynął głośnym reportażem w programie „UWAGA” TVN na temat patologii związanych z przejęciem Wisły Kraków przez jej pseudokibiców, przygotowywał podobny materiał o tym co działo się w Widzewie Łódź.

Ostatecznie Pajączek ustąpiła, a sprawa została zduszona w zarodku. Stery w klubie przejął Mateusz Dróżdż i choć formalnie nie ma tam obecnie dyrektora sportowego, to stworzył — jak sam to nazywa — pion sportowy, w skład którego wchodzi on, członek zarządu Michał Rydz, dyrektor akademii Maciej Szymański i dyrektor skautingu Tomasz Wichniarek.

W wywiadzie udzielonym TVP Sport Dróżdż zaznaczył, że klub cały czas jest na etapie profesjonalizacji i ta zapewne jeszcze trochę potrwa. Pieniądze, jakie Widzew dostanie w ekstraklasie (min. 8 mln zł z samych praw do transmisji od Canal+), chce zainwestować nie tylko we wzmocnienia, ale też np. w infrastrukturę, bo ta cały czas pozostawia wiele do życzenia. To ma być zdrowy organizm, więc tylko 50-60% budżetu (ten będzie wynosił około 30 mln złotych) ma być przeznaczane na pensje dla piłkarzy. Dróżdż zapowiada 7-8 transferów do klubu, bo zdaje sobie sprawę, że szeroka i wyrównana kadra na poziomie I ligi może nie wystarczyć. Trzeba podnieść jakość na poszczególnych pozycjach.

Cel: spokojne utrzymanie

Z takim budżetem i bez większych szaleństw na rynku transferowym Widzew nie będzie mógł marzyć o niczym więcej, niż utrzymanie lub w najlepszym wypadku miejsce w okolicach środka tabeli. Przynajmniej teoretycznie, bo kilka klubów w ostatnich latach — patrz Warta Poznań — pokazywało, że niemożliwe nie istnieje, ale na miejscu kibiców Widzewa nie nastawialibyśmy się na to, że sam awans oznacza powrót tłustych lat „Wielkiego Widzewa”. RTS wrócił, ale chce budować swoją siłę krok po kroku. Najpierw utrzymanie, sukcesywne wzmacnianie kadry i swojej pozycji na rynku, rozwój infrastruktury i siatki sponsorskiej, a dopiero potem sny o potędze.

FOT. Wikimedia Commons/Creative Commons Attribution-Share Alike 4.0

Piotr Janas
Piłka nożna

Udostępnij

Translate »