Zostajesz zdyskwalifikowany za doping… i co dalej?

Kariera sportowca średnio nie trwa nawet dekady, więc dla osoby podążającej tą ścieżką, to względnie krótkie okienko musi wystarczyć, by nasycić się – finansowo, ambicjonalnie, medialnie – do końca życia. Kiedy więc zdarzy się popełnić błąd, a na biurko trafia informacja o zawieszeniu na tle dopingowym, ten czas dramatycznie się skraca. O tym, jak wygląda sportowa „banicja” zapytaliśmy Dyrektora Polskiej Agencji Antydopingowej (POLADA), dra Michała Rynkowskiego.

To, co niegdyś straszyło sportowców pod nazwą „zakaz startów”, dziś – spójnie z przyjętym w ubiegłym roku Światowym Kodeksem Antydopingowym, określa się „czasową dyskwalifikacją”. Najwyższa sankcja za złamanie przepisów antydopingowych obejmuje bowiem zakres znacznie szerszy, niż same starty.

Mówiąc wprost – nałożenie dyskwalifikacji oznacza pełne odsunięcie od świata sportu przez cały czas jej trwania (który zależy od „intencjonalności” złamania przepisów). Dodatkowo, kara automatycznie zaczyna obowiązywać w strukturach każdego z państw, które ratyfikowały Światowy Kodeks.

Nie ma więc ucieczki.

Przepisy pokrywają bowiem całe spektrum potencjalnych „możliwości” – ukarany sportowiec nie tylko nie ma prawa rywalizacji w jakiejkolwiek dyscyplinie objętej kodeksem, ale nie może nawet uczestniczyć w jednostkach treningowych w ramach jakiegokolwiek podmiotu będącego częścią narodowej federacji.

Co więcej, nie ma nawet możliwości pełnienia jakiejkolwiek funkcji administracyjnej czy reprezentatywnej w ramach wyżej wymienionych struktur. Nie trzeba chyba nawet dodawać, że ukarany traci także zatrudnienie i związany z nim dochód – dyskwalifikacja jest więc banicją pełną gębą, zupełnym odcięciem od świata sportu.

Na zesłaniu

Tak (nieprzypadkowo) zawężone spektrum możliwości zostawia (ty, którzy w czasie banicji zamierzają pracować nad formą sportową) jedynie furtkę w postaci indywidualnych treningów w niezrzeszonej infrastrukturze. Suma wszystkich obostrzeń zmusza jednak do gruntownej redefinicji trybu życia i przede wszystkim (o ile nie ma koła ratunkowego w postaci oszczędności) – podjęcia pozasportowej pracy.

Dla wielu, taka sytuacja wiąże się z niesłychanym ciężarem psychologicznym, a nierzadko nawet po upływie okresu dyskwalifikacji, powrót na poprzedni poziom okazuje się z wielu przyczyn nieosiągalny.

– Trzeba jednak na to spojrzeć w taki sposób, że ostatecznie są to sportowcy. Niestosowanie środków zabronionych, a także świadomość w tym zakresie, jest ich zawodowym obowiązkiem – tłumaczy dr Rynkowski, tuż przed tym jak dopytujemy o pomoc psychologiczną. Tej POLADA jako taka nie oferuje, jednak wspiera szereg akcji z tej kategorii – m.in. wspomagając finansowo fundację „Graj z Głową”.

Wielki Brat patrzy

Podczas trwania dyskwalifikacji, zawodnik pozostaje pod baczną obserwacją agencji. Mowa tu nie tylko o systemowej kontroli, czyli weryfikowanie potencjalnych rejestracji w organizacjach czy na zawodach, ani nawet o niezapowiedzianych kontrolach – POLADA skrupulatnie śledzi media społecznościowe, zbiera dane od tzw. sygnalistów – każda informacja, świadcząca o złamaniu zasad dyskwalifikacji, najprawdopodobniej nie umknie ich uwadze.

Naruszenie zasad sportowej „kwarantanny” jest bowiem brzemienne w skutkach – sankcja, po upływie czasu trwania tej dotychczasowej, zostaje nałożona na nowo. W takim wypadku zawieszony na cztery lata sportowiec, który zostaje przyłapany na treningu w klubowej siłowni, „odsiaduje” osiem lat (czyli zdecydowaną większość swojej sportowej kariery).

Dr Rynkowski przytacza liczby – w dwóch poprzednich latach łącznie przyłapano 34 zawodników, natomiast iście zatrważająca jest wartość z roku 2019 – wówczas odnotowano aż 63 takie przypadki!

Naiwność? Głupota? Cwaniactwo? Dyrektor POLADA uważa, że wszystkiego po trochu. – Czasami ci sportowcy dokonują sobie w głowie takiego bilansu korzyści i ryzyka – opowiada. – I w tych nielicznych przypadkach dochodzą do wniosku, że ryzyko im się, z jakiegokolwiek powodu, opłaca. Niestety nie zawsze wychodzą na tym korzystnie – przyznaje.

Jeszcze w tym roku POLADA uzyskała od swojego francuskiego odpowiednika informację o piłkarzu, który pomimo nałożonego w Polsce zawieszenia, zdecydował się kontynuować karierę w niższych ligach nad Sekwaną. W porozumieniu z FIFA, ustalono, że podlega on jurysdykcji po stronie polskiej, jako że to POLADA rozpoczęła jego pierwotny proces dyskwalifikacyjny.

—-

Choć w całym procesie POLADA pozornie przyjmuje rolę „złego gliny”, to jednak – co całkiem ironiczne – głównym celem jej działania jest, by w ogóle w tym kontekście nie mieć żadnej przydatności. I być może spadające statystyki w zakresie łamanych obostrzeń dyskwalifikacyjnych są jednym z wyraźniejszych sygnałów tego, że doping przegrywa z edukacją. 

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Fot. Luis Camacho / Unsplash

Rafał Hydzik

Udostępnij

Translate »