Kulisy transmisji Mundialu w TVP. Chodzi o koszty FIFA
Kibice oglądający mistrzostwa świata w Telewizji Polskiej mogli zadawać sobie pytanie, dlaczego dziennikarze nie relacjonowali wszystkich spotkań bezpośrednio ze stadionów w Stanach Zjednoczonych. Jak się okazuje, Telewizja Polska zmieniła swoją strategię techniczno-organizacyjną.
Główni komentatorzy polecieli za ocean dopiero na mecze ćwierćfinałowe. Wcześniejsze etapy turnieju dziennikarze obsługiwali ze studia w Warszawie, czyli z tzw. „dziupli”. Decyzja wynikała z dwóch kluczowych czynników: braku awansu reprezentacji Polski oraz drastycznego wzrostu kosztów narzuconych przez FIFA.
Brak awansu Polaków zmienił strategii TVP Sport
Porażka reprezentacji Polski w finałowym meczu barażowym ze Szwecją mocno wpłynęła na plany publicznego nadawcy. Telewizja Polska przygotowała wcześniej dwa alternatywne scenariusze realizacji turnieju. O szczegółach opowiedział dyrektor TVP Sport, Jakub Kwiatkowski w rozmowie z „Przeglądem Sportowym Onet”.
– Plany były dwa. Pierwszy był uzależniony od awansu Polski. Zakładał pełną obsługę meczów Polski tam na miejscu ze stadionów. Codzienne meldunki z bazy, więc na miejscu byłaby ekipa reporterska, która towarzyszyłaby reprezentacji. Dziś już jednak wiemy, że to się nie wydarzy, bo nas tam nie będzie. W życie wejdzie drugi plan, czyli ekipę komentatorską wyślemy dopiero na ćwierćfinały (…) Chyba zrezygnujemy nawet z meczu otwarcia i raczej zrobimy go z Warszawy – mówił Jakub Kwiatkowski.
Brak polskiej kadry na turnieju sprawił, że wysyłanie pełnego personelu na całe mistrzostwa straciło ekonomiczne i wizerunkowe uzasadnienie. Stacja zrezygnowała z codziennych meldunków i obsługi początkowych spotkań bezpośrednio z amerykańskich obiektów.
Maciej Iwański: rozumiem decyzję, że od ćwierćfinałów komentują Mateusz Borek i Jacek Laskowski
Oprócz aspektu sportowego, kluczową rolę odegrały finanse. Maciej Iwański, dziennikarz TVP Sport, w programie „Studio mundialowe” na kanale Sport.pl precyzyjnie wyjaśnił powody pracy z Warszawy. Wskazał on na bezprecedensowe podwyżki cen, które wprowadziła światowa federacja piłkarska (FIFA) przed tym turniejem.
– Normalnie stanowisko komentatorskie kosztuje 1500 dolarów, no bo musisz dostać łącze, sprzęt. Przychodzisz, komentujesz. Przed tym mundialem (przyp. red. ustalono cenę) 10 tysięcy dolarów – ujawnił Maciej Iwański.
– Ludzie, ponad 40 tysięcy złotych, żeby mieć miejsce na trybunach. A gdzie przeloty, diety, hotele, wszystko, i tak dalej. Więc ja bardzo rozumiem tę decyzję, żeby od ćwierćfinałów tam polecieli Mateusz (Borek) z Jackiem (Laskowskim) i tam zrobili te decydujące spotkania – powiedział Maciej Iwański.
Komentarz z Warszawy nie zepsuł jakości transmisji
Wzrost ceny samego stanowiska komentatorskiego z 1500 do 10 000 dolarów (ponad 40 tysięcy złotych) za jeden mecz – przy uwzględnieniu kosztów logistycznych, takich jak hotele, loty i diety dla całej ekipy – wygenerowałby ogromne obciążenie budżetowe.
Doświadczenia z Mistrzostw Świata 2018 oraz Euro 2020 (rozgrywanego w 2021 roku) pokazały jednak, że technologia pozwala utrzymać wysoką jakość transmisji z Warszawy. Roman Kosecki, który brał udział w programie kanału Sport.pl, przyznał even, że nie dostrzegł różnicy i był przekonany, że dziennikarze nadają prosto z USA.
Kto i skąd komentuje mecze od ćwierćfinału mundialu FIFA 2026?
Telewizja Polska wysłała swoich czołowych komentatorów do Stanów Zjednoczonych na decydującą fazę turnieju. W USA obsługują oni bezpośrednio ze stadionów osiem meczów mistrzostw świata.
Są to dwa duety:
- Mateusz Borek oraz Grzegorz Mielcarski – skomentowali w Bostonie ćwierćfinałowy mecz Francja – Maroko, a dwa dni później, w Miami, starcie Norwegia – Anglia.
- Jacek Laskowski oraz Robert Podoliński – byli odpowiedzialni za relację z Los Angeles na meczu Hiszpania – Belgia, a kolejnego dnia, z Kansas City, pojedynku Argentyny ze Szwajcarią.