wstecz

Dane zbierane z szalika – gdzie leży granica?

Manchester City, do spółki ze swoim partnerem technologicznym Cisco, wprowadza „inteligentne szaliki”. A precyzyjniej – szaliki opatrzone w szereg precyzyjnie dobranych sensorów, których celem jest kolekcjonowanie danych bezpośrednio od oglądającego mecz kibica, pozwalających zrozumieć jakie emocje odczuwa w konkretnych fazach meczu. Miłośnicy technologii rozpływają się z zachwytu, jednak wśród opinii dominuje przede wszystkim sceptycyzm „zwykłych kibiców”. A ci pytają – czy są jeszcze jakiekolwiek granice?

Koncept? Ciekawy i z pewnością innowacyjny. „Szalik rejestruje szereg pomiarów fizjologicznych, w tym tętno, temperaturę ciała i pobudzenie emocjonalne – co daje konkretne informacje pozwalające analizować, jak kibice czują się w różnych momentach meczu” – czytamy na oficjalnym landing page’u projektu.

W szaliku umieszczono czujnik temperatury, czujnik PPG (fotopletyzmografii) umożliwiający monitorowanie tętna oraz akcelerometr. Jest też czujnik EDA (aktywności elektrodermalnej), który mierzy zmiany w poziomie potu celem pomiaru poziomu stresu.

A to wszystko zamknięte w bardzo zręcznej klamrze narracyjnej – nie bez kozery wykorzystano szalik, sprytnym storytellingiem nawiązując do jego istoty w kulturze kibicowskiej – „widział wszystkie wzloty i upadki; teraz czas, by pomógł te wzloty i upadki zmierzyć”.

City chwali się także udanym programem pilotażowym, w którym sprawdzono skuteczność inteligentnego szalika w dniu meczowym. Zaproszono 6 kibiców do przetestowania, czego efektem jest zapis ponad 120 „punktów zainteresowania” podczas 90 minutowego meczu. Według Reuters, w przyszłym sezonie pojedyncze szaliki mają znaleźć się na trybunach drużyn z City Group.

Wciąż za dużym znakiem zapytania kryje się rzeczywisty cel tego konceptu – autorzy mówią, że na podstawie analizy emocji będą w stanie zaprojektować „bardziej spersonalizowane doświadczenie meczowe”, nie wyjaśniając co to właściwie znaczy.

Podłoże strategicznych (i koniecznych) decyzji

Sposób, w jaki przedstawiono koncept budzi jednak skojarzenia żywcem z Westworld czy Black Mirror. Mimo że autorzy chwalą się technologią wykorzystywaną w innych wearables, w tym przypadku to nie użytkownik korzysta ze swoich danych.

Zamiast tego oglądamy spot z migającym czujnikiem na szyi kibica, technologią „stosowaną w detektorze kłamstw”, a wisienką na torcie jest skrajnie zmieszany Jack Grealish, bez jakiegokolwiek wyrazu twarzy mówiący, że „to niesamowite, że można zebrać dane o emocjach kibiców w trakcie meczu”.

Michał Wapiński w polskiej firmie TISA (oferującej usługi cyfrowe m.in. Legii Warszawa czy PKO BP Ekstraklasie) nosi tytuł „Innovation Product Managera”. Zawodowo zajmuje się więc nie tylko koncepcyjną pracą nad projektowaniem cyfrowych innowacji w branży sportowej, ale przede wszystko – co w kontekście powyższego tematu najbardziej znaczące – uświadamianiem działaczy, że chcą, a nawet muszą zaistnieć w nowej rzeczywistości.

Dziś niemalże inherentną częścią każdej innowacji jest komponent kolekcji i analizy danych – to kluczowy czynnik napędzający rozwój, jednocześnie eliminując uciążliwe błędy w procesie. – Z punktu widzenia kibica, aspekt zbierania danych może być dwojaki – tłumaczy nam Wapiński. – Z jednej strony są więc czynniki raczej negatywne, jak np. konieczność szybkiej sprzedaży danego produktu; z drugiej zaś, dane przydają się do budowania tzw. zaangażowania, czyli personalizacji doświadczeń – dodaje.

– Te kluby, które rozumieją jak budować skuteczną, długofalową strategię opartą o dane, zawsze będą dążyły do tego, żeby posiadać wiarygodne informacje i analizować je w celu optymalizacji doświadczeń, które napotyka kibic. Maksymalizacja jakości, przy jednoczesnej minimalizacji kosztów działań to, z biznesowego punktu widzenia, klucz do zwycięstwa. Pamiętajmy też, że niezależnie od posiadanych danych, pewne decyzje dotyczące zaangażowania kibiców muszą zostać podjęte. Obie strony korzystają więc na oparciu tych ruchów o rzetelne dane, a nie, często mylną, intuicję działaczy – dodaje Wapiński.

Fazy działania biznesu wokół klubu, organizacji czy sportowca można bowiem podzielić zero-jedynkowo – mamy dzień meczowy, a także wszystkie pozostałe. Tu z kolei na osi czasu rysuje się dość zabawna sinusoida. Pewnego dnia bowiem, światowe gremium działaczy piłkarskich (gdyby takowe istniało) olśniło, że kibice przychodzą tłumnie na mecze, ale przez pozostałe 6 dni w tygodniu mają minimum styku z klubem.

Wtedy właśnie rozpoczęto szturm – najpierw na media społecznościowe, a potem rozpoczął się cyfrowy wyścig zbrojeń. Od aplikacji po tokeny – wymyślono kompletnie nowe koło, aż to stare ponownie się zatoczyło, a uwaga zaczyna nawracać w kierunku „udoskonalenia” doświadczenia meczowego (przykładowo – technologią rozwiązano problem kolejek do stref gastronomicznych, o czym pisaliśmy TUTAJ). Właśnie tą motywacją kierują się pracownicy Manchesteru City i Cisco – zrozumieniem, co jeszcze można zaoferować kibicowi w trakcie meczu.

– Wraz ze zmianą pokoleniową coraz częściej zaangażowanie w dniu meczowym objawia się kompletnie innymi zachowaniami. Nowoczesny kibic oczekuje, że w trakcie meczu będzie mógł sprawdzić wszystkie najważniejsze statystyki, być na bieżąco z tym jak inni komentują to co dzieje się na boisku i poza nim, czy zamówić na miejsce swoje ulubione danie w aplikacji. W wielu przypadkach tylko odpowiednie dane będą w stanie przekonać włodarzy klubu do inwestycji w takie rozwiązania – tłumaczy Wapiński.

„Dane to jedynie środek do celu”

Stety-niestety, w tle cały czas pozostają dane, co do których zbierania świadomość jest w dalszym ciągu znikoma (proces ten zaczyna się odwracać po drugiej stronie medalu, czego przykładem jest walczący o prawa człowieka „Project Red Card”, o którym pisaliśmy TUTAJ). Na moralnym podłożu od lat kręcimy się wokół jednego pytania – czy kolekcja danych jest inherentnie zła?

– Dane to jedynie środek do celu – tłumaczy swój pogląd Wapiński. – Mogą być wykorzystywane w dobrym celu, a mogą w złym; wtedy sprzeciw jest jak najbardziej potrzebny. – Na szczęście wiele podmiotów, takich jak Unia Europejska, bardzo dobrze dba o interes społeczeństwa w związku z wykorzystaniem danych. Dlatego też, żywię wielką nadzieję, że obecny proces wykorzystywania tzw. Big Data nie zwolni, a przy tym będzie objawiał się wyłącznie w pozytywny sposób. A wszelkie próby nieprawidłowego działania będą od razu wyłapywane, karane i publicznie piętnowane – dodaje.

Wracając więc, słowem końca, do błękitno-białego szalika – choć fragmenty jego prezentacji przypominają dystopijny film o katastrofie technologicznej, to mimo wszystko bardzo mocno chcemy wierzyć, że pomiar tętna i poziomu stresu Johna czy Boba znajdzie bardziej szczytne zastosowanie, niż opróżnienie ich portfeli.

Fot. Connected Scarf / mancity.com

Rafał Hydzik
Piłka nożna

Udostępnij

Translate »