wstecz

Ferrari z nieba do piekła – jak przewrotne jest F1?

Po pierwszych rundach tegorocznego sezonu F1 wydawało się, że wraca stare dobre Ferrari bijące się o tytuł, a nawet mające przewagę nad rywalami. Stare Ferrari wróciło, ale niestety nie dobre, tylko te, które powtarza błędy z ubiegłych lat. 

Powrót do walki o tytuły mistrzowskie

Scuderia Ferrari po dwóch ciężkich latach rozpoczęła sezon 2022 w glorii i chwale, zdobywając dublet w Bahrajnie (częściowo także dzięki awaryjności silników Red Bulla). Był to znak, że zespół z Maranello ma realne szanse na walkę o tytuł, zwłaszcza że Mercedes jest daleko w tyle, a Red Bull boryka się z problemami dotyczącymi niezawodności. Wyścig w Arabii Saudyjskiej też był w ich wykonaniu bardzo dobry, Charles Leclerc walczył do końca z Verstappenem o wygraną, choć ostatecznie jednak to Holender wyszedł z tej walki zwycięsko. W Australii Leclerc był już nie do pokonania. Monakijczyk pojechał absolutnie genialny wyścig, a dodatkowo Red Bull ponownie miał problemy z silnikiem i do mety dojechał tylko Perez na drugim miejscu. Niektórzy w tym momencie już nawet zaczynali wręczać tytuł mistrzowski Leclerkowi i stajni z Maranello. 

Początek problemów

Na torze Imola Leclerc popełnił błąd w trakcie wyścigu i stracił pewne podium. Szkoda – umknęło kilka punktów, ale nic się nie dzieje. Był to jednak początek złej passy zespołu z Maranello. Wyścig w Miami był jeszcze – dajmy na to – do zaakceptowania. Po prostu w ostatecznym rozrachunku Max Verstappen był lepszy, jednak od Hiszpanii zaczęły się prawdziwe kłopoty. Leclerc jechał na prowadzeniu, natomiast Verstappen i Sainz z powodu podmuchu wiatru w jednym z zakrętów wylądowali w żwirze. Jeden jak i drugi wyjechali z niego, ale spadli o kilka pozycji. W połowie wyścigu u Monakijczyka doszło jednak do awarii silnika i tak Leclerc przegrał wyścig, w którym niezagrożenie prowadził. Na domiar złego ostatecznie to Max Verstappen pomimo problemów z systemem DRS zwyciężył na torze pod Barceloną. W Monako Ferrari wykonało majstersztyk odnośnie ich słynnej grande strategii – mając pierwszy rząd, przegrali wyścig z powodu złych decyzji strategicznych. Leclerc, który startował z pole position, skończył poza podium, a Sainz dojechał do mety na drugim miejscu. Wygrał Sergio Perez, a Verstappen był trzeci. 

Powrót do przeszłości 

Po wyścigu w Monako na zespół z Maranello wylało się wiadro pomyj. Mattia Binotto próbował załagodzić sytuację, mówiąc coś, co jest bardzo dobrze znane polskim kibicom z czasów Roberta Kubicy i ekipy BMW Sauber. Szef włoskiego zespołu oznajmił, że Ferrari w tym roku wcale nie musi walczyć o tytuł, ponieważ ich celem był powrót do bycia zespołem konkurencyjnym. 

– Naszym celem było, aby znów być konkurencyjnym, a nie być zespołem walczącym o tytuł. Spróbujemy wygrać, ponieważ jesteśmy w stanie rywalizować z najlepszymi, jednak bycie konkurencyjnym to jedna rzecz, a walczenie o mistrzostwo to zupełnie co innego – przyznał Mattia Binotto.

Podczas Grand Prix Azerbejdżanu usłyszeliśmy, jak Mikołaj Sokół nazwał grande strategię grande tragedią. Złożyła się na to podwójna awaria w ekipie z Maranello, a na dokładkę dwie awarie u kierowców zespołów klienckich. 

 

Jak się teraz okazuje, Ferrari poprawiło moc silnika, ale ma spore problemy z niezawodnością. Jedno jest pewne – stajni z Maranello trochę zajmie rozwiązanie tego problemu. 

– Zawsze istnieją obawy, nie sądzę, abyśmy mogli powiedzieć, że jest to łatwe do rozwiązania. Nasz dział silnikowy wykonał znakomitą pracę między poprzednim sezonem a obecnym pod względem osiągów silnika. Niestety to wpłynęło na zwiększenie awaryjności jednostki napędowej – wyjaśnił Mattia Binotto.

Na Grand Prix Kanady Charles Leclerc będzie miał założony nowy silnik, jednak bardzo prawdopodobne, że w najbliższym czasie kierowcy Ferrari otrzymają kary przesunięcia na starcie z powodu nadprogramowych elementów. Sezon jest długi, a sytuacja w tabeli zaczyna wyglądać dla zespołu z Maranello niezbyt ciekawie, ponieważ po wyścigu w Azerbejdżanie na pierwszych dwóch miejscach znajdują się w niej kierowcy Red Bulla. 

 

Natomiast do Leclerka zbliża się George Russell – Brytyjczyk ma stratę siedemnastu punktów. Mimo wszystko przykro patrzeć na to, że Ferrari w ostatnich czterech wyścigach startowało z pole position, a nie wygrało ani razu.

 

Fot. Materiały prasowe serii

Autor Maksymilian Marciniak
Formuła 1Motosport

Udostępnij

Translate »