Jak wygląda rozkład sił w Lidze Narodów?

Jak każdy sport, tak i siatkówka składa się z pewnych cyklów. Te z kolei opierają się na imprezach docelowych, jakimi są mistrzostwa świata czy igrzyska olimpijskie i tak się składa, że właśnie zbliżamy się do pierwszej z tych imprez. Wiele ekip, jak i reprezentacja Polski, zdecydowało się na spore zmiany pokoleniowe, niektórzy zaś dali odpoczynek swoim gwiazdom w pierwszych dwóch tygodniach tegorocznej Ligi Narodów. Czego możemy spodziewać się po poszczególnych ekipach?

Niekończąca się spiżarnia talentów

Po 2/3 fazy interkontynentalnej rozgrywek możemy pokusić się o wyciągnięcie pierwszych wniosków. Na pewno zmienia się siatkówka i rozkład sił, który znaliśmy od lat. Największe zmiany dotyczą reprezentacji naszej oraz Włoch. O ile Italię widzieliśmy już w podobnym modelu na poprzednich mistrzostwach Europy, zwycięskich dla nich, to Polska gra pierwszy turniej w tym zestawieniu.

Na szczęście zmiany, póki co, przebiegają u nas bezboleśnie. Szybko akces na jednego z najlepszych specjalistów w dziedzinie rozegrania na świecie zgłasza Marcin Janusz. Z jego spokojem i kulturą gry nikt nie płacze po schematycznym i jednostajnym Fabianie Drzyzdze. Luki po rezygnacjach Nowakowskiego, Kubiaka, Wojtaszka również szybko zostały załatane. Problemem wydawała się absencja Leona z powodu kontuzji. Paradoksalnie wydaje się jednak, że bez niego niektórym zawodnikom może być łatwiej rozwinąć skrzydła. Mimo niebotycznych umiejętności Wilfredo, ten miał swoje mankamenty, zwłaszcza w przyjęciu. Teraz gra kadry jest bardziej zbilansowana, do tego rozkłada się bardziej równomiernie liczba piłek posyłanych przez rozgrywającego do atakujących zawodników. Odżył Kurek jako prawdziwy kapitan kadry, a przede wszystkim wydaje się, że bardziej jako lider urósł Semeniuk, który ma do tego papiery – w końcu został MVP ostatniego finału Ligi Mistrzów. Ewentualna nieobecność Leona w mistrzostwach świata wcale nie oznacza zmniejszenia szans, w końcu poprzednie tytuły zostały zdobyte bez niego.

Bratobójcza walka o polski mundial

Powoli krystalizuje się hierarchia na poszczególnych pozycjach – drugi turniej odpowiedział na wiele ważnych pytań. Zdecydowanie Bartosz Kurek radzi sobie z ciężarem bycia kapitanem. Z racji, że zniknął nieco z radarów siatkarskich obserwatorów grając w Japonii, rodziły się pytania w jakiej formie przybędzie na zgrupowanie reprezentacji. Jak zwykle jednak nie zawiódł w tej materii – to głównie dzięki jego dyspozycji i 75-procentowej skuteczności w ataku wygraliśmy ostatni mecz z mocnymi Amerykanami. Rywalizacja o miano jego zmiennika rozegra się między triumfatorem Ligi Mistrzów i mistrzem Polski Łukaszem Kaczmarkiem, a najlepiej punktującym Polakiem w PlusLidze Karolem Butrynem. Ten drugi jest w tym wyścigu na pole position i nie zawodzi, podczas gdy Kaczmarek z orzełkiem na piersi wydaje się, że ma zaciągnięty hamulec ręczny. U blokujących sytuacja jest dosyć klarowna, zgodnie z przewidywaniami minuty na parkiecie dzielą między sobą głównie Kłos, Bieniek oraz Kochanowski, a kto będzie wybiegał w szóstce w najważniejszych meczach tego sezonu reprezentacyjnego zdecyduje forma oraz taktyka. Paweł Zatorski udowodnił meczem z USA, że tak szybko nie odda prymu na pozycji libero. Największa rywalizacja czeka przyjmujących, tutaj mamy co najmniej pięciu pewnych zawodników, gwarantujących określoną jakość. O ile Śliwka i Semeniuk raczej są pewniakami, reszta musi powalczyć o miejsce w czwórce. Zaskoczył Bartosz Kwolek, który w decydujących momentach wchodził i dawał sporo dobrego drużynie. Jego przyjęcie i zagrywka są mocnymi atutami w walce o parkiet z Fornalem i Bednorzem, który dołączy do ekipy dopiero na ostatni turniej, zaczynający się we wtorek.

 

Kto najgroźniejszym rywalem Polski?

Na początku wspomnieliśmy o Włochach. Wydaje się, że będą oni jednymi z głównych kandydatów do medali we wrześniowym czempionacie globu. Po opuszczeniu reprezentacji przez nasycone, krnąbrne gwiazdy, które co chwile wywoływały konflikty, jak Zajcew, Juantorena, a także Kovar i Vettori ich gra oraz motywacja wyglądają całkiem inaczej. Mają najmocniejszą ligę klubową na świecie, więc nie muszą obawiać się o głębię składu. W przyjęciu grę stabilizują młode, pokorne gwiazdy Michieletto oraz Lavia, finaliści ostatniej Ligi Mistrzów i zwycięzcy poprzednich mistrzostw Europy, a o atak dba wraz z nimi Yuri Romano, który nie dostaje jeszcze wielu piłek od genialnego reżysera – Gianellego, ale na ogół utrzymuje równy poziom. USA, mimo że bez swoich dwóch filarów (Andersona oraz Christensona) znakomicie uzupełniają luki w składzie. Rosną nowe postacie, nowe talenty, a to zwiastuje kolejne turnieje, w których piersi do medali wypinać będą Amerykanie. Znakomicie prezentuje się znany z Plus Ligi Torey Defalco, świetnie po rekonwalescencji gra Aaron Russell, mocno wywierał będzie na Christensonie presję fantastycznie rozgrywający Tuaniga. Również stabilny Ensing może dać w końcu spokój na pozycji atakującego trenerowi Sperawowi.

 

Strefa wysokich lotów

Obecnie w tabeli wyprzedzają nas tylko mistrzowie olimpijscy – Francuzi, którzy podeszli wyjątkowo poważnie do Ligi Narodów. Od początku sporo gra Ngapeth, na boisku zdążył już zaprezentować się cały trzon drużyny. Dwie największe rywalizacje o miejsce w składzie rozgrywają się na drugim przyjęciu między Louatim, a Clevenotem oraz w ataku między Patry’m, a Boyerem. Nadzwyczaj świetnie prezentuje się reprezentacja Japonii, która rośnie już od trzech lat, a wydaje się, że wobec ostatniego turnieju u siebie nie mają prawa opuścić finałowych rozgrywek w Bolonii. Świetna organizacja gry blok-obrona, rewelacyjna technika użytkowa, ponadprzeciętna orientacja taktyczna kluczowych graczy sprawia, że Azjaci mogą mocno namieszać w dotychczasowym, siatkarskim porządku świata. Zaskakuje również Iran, który wprowadza kolejne pokolenie utalentowanych siatkarzy, którzy godnie zastępują na arenie międzynarodowym Maroufa, Ghoamiego czy Gholamiego. Jednak pomimo plasowania się na 8. miejscu będzie niezwykle ciężko dostać się im do turnieju finałowego, z czterech pozostałych meczów grają ze znacznie wyżej notowanymi Polakami i Włochami.

Coraz cichszy śpiew Kanarków

Największe problemy z wymianą pokoleniową mają Brazylia oraz Serbia. Pierwsi z nich nadal swoją ekipę opierają na 35-letnim Bruno, 36-letnim Lucasie i 33-letnim Lealu. Brakuje zawodników o podobnej klasie, których bez problemów mógłby w bój posłać Dal Zotto, którzy gwarantowaliby wysoki poziom. Kłopotem jest również kontuzja Alana, bo jego zastępcy są od niego bardzo daleko jakościowo, a reprezentacyjną karierę zakończył w poprzednim roku Wallace. Nawet gdyby udało się ściągnąć go z powrotem, to byłby to kolejny weteran (35 lat), a więc patrząc długofalowo, problem pozostanie bez rozwiązania. Lucarelli w tej edycji przedstawia co rusz inne oblicza – fatalny mecz z Polską, bardzo dobry z Serbią (co prawda rezerwową). Faktem jest jednak, że gdy Brazylia trafia na rywala z lepszą zagrywką to jest bezradna. Jest to spory mankament, bo być może przyjdzie im rozważyć wycofanie ze składu jednej z gwiazd światowej siatkówki z dwójki Lucarelli/Leal kosztem pewniejszego w przyjęciu rezerwowego. Pytanie jednak, czy takiego posiadają w swoich szeregach?

Ostateczne rozstrzygnięcia w Gdańsku i Osace

Wydaje się, że przed olbrzymią walką o uniknięcie losów Bułgarii stanie w najbliższych latach Serbia. Ten gigant światowej siatkówki nie posiada obecnie pokolenia, które jest w stanie zastąpić w przyszłości takie postaci jak Atanasijević, Kovacević czy Podrascanin. Czas płynie nieubłagalnie, a następców brak, zaś nie widać tego ognia co dawniej już w obecnej ekipie Serbii. Niespodziewane 9. Miejsce i 4 porażki, a przecież w większości spotkań kręgosłup drużyny pojawia się w pierwszej szóstce. Zawodzi również reprezentacja Słowenii, która w ostatnich sezonach przebojem wdarła się do czołówki. Argentyna po brązie igrzysk olimpijskich wyraźnie odstaje i raczej straciła szanse na czołową ósemkę. Na przeciwległym biegunie znajduje się Holandia, która w końcu wykorzystuje swój potencjał i przestała opierać swoją grę wyłącznie na Nimirze Abdel-Azizie. Co prawda brakuje jej jeszcze sporo w starciach z najlepszymi – spotkania z USA i Francją przegrała do zera, ale ogrywanie rywali na swoim poziomie powinno wystarczyć jej do awansu. Wiele ciekawych meczów oraz rozstrzygnięć czeka nas w Osace i Gdańsku, sporo ekip walczy o awans, ci najwięksi zaś nie odpuszczą jak najlepszego możliwego rozstawienia przed ćwierćfinałami.

Fot. FIVB.com

Autor Sławomir Grajper

Udostępnij

Translate »