Sędziowie: Najdroższy, nie znaczy najlepszy

Ostatnio dużo mówi się o polskich arbitrach, którzy coraz chętniej zapraszani są nie tylko do prowadzenia meczów europejskich pucharów, ale też do rozgrywek ligowych w innych krajach. Dlaczego tak się dzieje i jak bardzo polskim arbitrom się to opłaca? Sprawdziliśmy zarobki arbitrów w topowych ligach europejskich (i nie tylko). Okazuje się, że najwięcej zarabiają… powszechnie uważani za słabych Hiszpanie.

Polskim arbitrom drogę do sędziowania poza granicami naszego kraju przecierał Szymon Marciniak. Naturalnie nie chodzi o mecze międzypaństwowe, rozgrywki europejskich pucharów itp., ale o prowadzenie spotkań o punkty w poszczególnych rozgrywkach ligowych. Często był i jest zapraszany do Arabii Saudyjskiej, ale sędziował też mecze o punkty lub w krajowych pucharach W Grecji, Szwajcarii, na Cyprze, w Katarze, Zjednoczonych Emiratach Arabskich, a nawet w Egipcie.

  

W ślad za Marciniakiem poszli kolejni, którzy najpierw zyskiwali status arbitrów międzynarodowych, potem zawodowych, dzięki czemu mogli skupić się tylko na pracy w tym zawodzie, a potem mogli zbierać doświadczenie, prowadząc spotkania w innych krajach. W tej chwili cieniem na naszych arbitrów kładzie się sytuacja z Grecji, kiedy to pomówiony Paweł Raczkowski oraz jego asystenci finalnie zostali odsunięcia od prowadzenia meczu w tamtejszej ekstraklasie, po tzw. aferze alkoholowej. W tej sprawie trwa śledztwo, ale coraz więcej znajduje się dowodów na to, że Polacy byli w Atenach ofiarami, a nie prowodyrami.

  

Ktoś może zadać sobie pytanie: ok, ale po co właściwie Polski Związek Piłki Nożnej, a konkretnie szef Kolegium Sędziów Tomasz Mikulski, niejako wypożyczają swoich arbitrów? Powodów jest przynajmniej kilka (doświadczenie, wymiany, seminaria itd.), ale zamiast skupiać się na każdym z osobna, spójrzmy na to, co zawsze grzeje najmocniej – na pieniądzach.

Polacy nie gęsi, swoich sędziów mają

Zacząć trzeba od tego, że skupiając się na najwyższym szczeblu rozgrywkowym w Polsce, arbitrzy wcale źle nie mają. Wprawdzie mowa tylko o tych – przynajmniej teoretycznie – najlepszych, czyli wąskiej, dziesięcioosobowej grupie sędziów zawodowych. Na ten moment PZPN ma na takich kontraktach Szymona Marciniaka z Płocka, Pawła Raczkowskiego i Tomasza Kwiatkowskiego z Warszawy, Bartosza Frankowskiego z Torunia, Piotra Lasyka z Bytomia, Krzysztofa Jakubika z Siedlec, Tomasza Musiała z Krakowa, Daniela Stefańskiego z Bydgoszczy, Jarosława Przybyła z Kluczborka i Damiana Sylwestrzaka z Wrocławia.

Sędzia zawodowy zarabia około 10 tys. złotych miesięcznie z samej umowy, plus premie za każdy poprowadzony mecz. Po ostatnich podwyżkach to dokładnie 4200 zł brutto – mowa oczywiście o PKO Ekstraklasie. Więcej można dostać tylko za finał Pucharu i Superpucharu Polski (4300 zł brutto). W niższych klasach rozgrywkowych pieniądze są relatywnie mniejsze.

Asystenci w PKO Ekstraklasie, Fortuna 1. lidze czy eWinner 2. ligi zarabiają za każdy mecz około połowy sumy dla arbitra głównego. Jeszcze mniej otrzymują sędziowie techniczni. Stawka dla głównych sędziów VAR to 2 400 złotych za pracę przy meczu PKO Ekstraklasy. Na jej zapleczu mogą liczyć na nieco ponad połowę tej sumy.

Sędziowie zawodowi na płace narzekać raczej nie mogą, ale już ci z grupy TOP Amator na porządny zarobek mogą liczyć tylko w przypadkach kiedy poprowadzą co najmniej kilka spotkań ekstraklasy czy 1 ligi w danym miesiącu. Ponadto dostają zwrot kosztów.

Wysokość wynagrodzenia ≠ jakość sędziowania

Jak pod tym względem wypadamy na tle Europy? To zależy, jak na to spojrzeć. Nie wszędzie są sędziowie zawodowi i w niektórych krajach ich zarobki bazują tylko na tzw. meczówkach, czyli pieniądzach za poprowadzenie danego spotkania. To akurat informacje jawne i w miarę łatwo je porównać.

Zerknijmy więc na ligi z europejskiego TOP 5. W Premier League sędziowie główni za każde poprowadzone spotkanie inkasują – w przeliczeniu na euro – około 1,3 tys., a więc jakieś 6 tys. złotych. Arbitrzy we francuskiej Ligue 1 mogą liczyć na ponad dwa razy więcej, a dokładnie 2,9 tys. euro (około 13 500 zł), a sędziowie we Włoszech (Serie A) dostają jeszcze o 500 euro więcej niż ich koledzy z Francji, co w przeliczeniu na złotówki daje jakieś 16 tys. złotych za każdy mecz!

  

Słynący z – mówiąc brzydko – „produkowania” międzynarodowych arbitrów wysokiej klasy Niemcy inkasują 3,6 tys. euro za każde spotkanie 1.Bundesligi (blisko 17 tys. złotych), ale prawdziwymi rekordzistami są Hiszpanie. Każdy arbiter główny, który sędziuje mecz La Liga, może liczyć na wypłatę w wysokości 4,2 tys. euro, czyli 20 tys. złotych! Ok, w Hiszpanii jest od tego całkiem duży podatek, ale i tak nie tak duży, jak np. we Francji, a kwoty, o których mówimy, dotyczą jednego spotkania. Jak nietrudno się domyślić w 20-zespołowych czy nawet 18-zespołowych ligach praktycznie się nie zdarza, by dany sędzia prowadził mniej niż 2-3 spotkania miesięcznie. Z reguły jest ich więcej.

  

Tu mamy do czynienia z naprawdę dużym paradoksem, bo kto jak kto, ale akurat hiszpańscy arbitrzy mają – mówiąc delikatnie – opinię nie najlepszych w swoim fachu na Starym Kontynencie. Odzwierciedlają to też rozgrywki międzynarodowe. Przeanalizowaliśmy finały wszystkich największych imprez piłkarskich w ostatnich 10 latach z udziałem arbitrów z Europy i wyszło nam, że tylko… raz prowadził go Hiszpan. Antonio Mateu Lahoz poprowadził finał Ligi Mistrzów w 2021 roku, w którym po niemałych sędziowskich kontrowersjach, londyńska Chelsea ograła Manchester City 1:0.

Dla porównania: w tym samym okresie sędziowie z Włoch poprowadzili finał mistrzostw świata (Nicola Rizzoli w 2014 roku), dwa finały Ligi Mistrzów (Rizzoli w 2013 roku i Daniele Orsato w 2020 roku) oraz finał Ligi Europy (Gianluca Rocchi w 2019 roku). Sam Holender Björn Kuipers w tym czasie sędziował finał Euro 2020, finał Ligi Mistrzów 2014 i dwa finały Ligi Europy – 2013 i 2018. Jego rodak Danny Makkelie był też rozjemcą finału Ligi Europy w 2020 roku.

Jak widać, pieniądze nie zawsze przekładają się na jakość. Oczywiście kluczowy przy wyborze sędziów poszczególnych finałów jest ich skład, a kluby z Hiszpanii w ostatnich 10 latach często gościły w finałach europejskich rozgrywek klubowych. Na 10 finałów Ligi Mistrzów i Ligi Europy aż 6 było takich, w których grała przynajmniej jedna, a niekiedy nawet dwie drużyny z największego kraju Półwyspu Iberyjskiego. Niemniej było też 8 finałów bez ekip z Hiszpanii, a mimo to arbiter z tego kraju tylko raz dostąpił tego zaszczytu, co też o czymś świadczy.

Pozostaje mieć nadzieje, że Polscy sędziowie pójdą w ślady Szymona Marciniaka, który może być prawdziwym koniem pociągowym. Jak widać, konkurencja na tym poletku nie jest tak mocna, jak u samych piłkarzy. Dobra liga nie oznacza najlepszych sędziów.

FOT. Wikimedia Commons

Piotr Janas

Udostępnij

Translate »