wstecz

Szkoła biegania imienia Lewandowskiego. Marcina Lewandowskiego

Kariera znakomitego polskiego lekkoatlety, specjalisty od biegów na 800 i 1500 metrów, powoli dobiega końca. Jej pięknym zwieńczeniem miały być halowe mistrzostwa Europy, ale życie napisało własny scenariusz. Lewandowski musiał zrezygnować z wyjazdu z przyczyn osobistych i choć stracił szansę na ostatnią imprezę tej rangi, to nie załamuje rąk, bo ma na siebie pomysł.

Marcin Lewandowski w swoim okazałym dorobku medalowym ma m.in. tytuł mistrza Europy na 800 z Barcelony (2010) i dwa srebrne medale: na 800 metrów (Amsterdam 2016) i 1500 metrów (Berlin 2018). Do tego brąz mistrzostw świata w Doha (2019) na 1500 metrów i trzy złote oraz dwa srebrne medale halowych mistrzostw Europy. Do pełni szczęścia zabrakło mu w zasadzie tylko krążka igrzysk olimpijskich, ale tam często był w cieniu rodaka i zarazem jednego z największych rywali na 800 metrów — Adama Kszczota. Zresztą ten drugi także ogłosił, że obecny sezon będzie jego ostatnim na lekkoatletycznych arenach Polski, Europy i świata.

Lewandowski jako przyczynę swojej decyzji wymienia przede wszystkim wypadek sześcioletniej córki, która trenując akrobatykę, doznała skomplikowanego złamania kości uda oraz biodra. Przeszła niełatwą operację pod okiem wielkiej klasy specjalisty, jakim jest dr Jacek Jaroszewski, znany szerszej publiczności nie tylko jaki wybitny lekarz często operujący zawodowych sportowców, ale też główny lekarz piłkarskiej reprezentacji Polski.

– Jestem profesjonalistą i nawet mimo tej tragedii trenowałem na 100%. Byłem w życiowej formie, ale rodzina zawsze jest u mnie na pierwszym miejscu. Podjąłem decyzję, że do momentu, gdy córka nie odzyska pełni sprawności, ja nie będę jeździł na żadne zagraniczne zgrupowania czy zawody. One są dla mnie bardzo ważne, ale nie ważniejsze niż zdrowie córki. Praktycznie musiała nauczyć się chodzić od nowa i choć wciąż lekko nie jest, to jesteśmy z żoną optymistycznie nastawieni. Doktor Jaroszewski powiedział nam, że wróci do pełnej sprawności, choć przed nią jeszcze kilka zabiegów i rehabilitacja – tłumaczył powody wycofania się z ME Lewandowski.

Drugim powodem, dla którego postanawia odwiesić buty do biegania na kołku, są złe relacje z Polskim Związkiem Lekkiej Atletyki. Szczecinianin nie ukrywa, że osiągane przez niego wyniki nie mają przełożenia na finanse i podkreśla, że często musi się o nie martwić.

– Wydawać by się mogło, że gdy ktoś zdobywa medale na najważniejszych imprezach w sezonie, nie powinien mieć problemów ze sponsorami czy pieniędzmi na przygotowanie. W Polsce jest inaczej i czasami mam wrażenie, że to sportowcy są dla związku, a nie odwrotnie. Pieniądze na przygotowania otrzymuję przecież tak naprawdę z ministerstwa, a związek jedynie pośredniczy w ich rozdzielaniu. Tuż po igrzyskach zaproponowano mi nieco ponad tysiąc złotych stypendium. Śmiech na sali. Pamiętam reakcję ministra sportu, gdy powiedziałem mu, że halowy mistrz Europy ma stypendium 800 złotych miesięcznie. Na szczęście wyraził zrozumienie i część przepisów uległa zmianie – żalił się Lewandowski na łamach portalu sportowefakty.pl.

Ekscytacja na myśl o sportowym życiu po życiu

Nasz wybitny średniodystansowiec ma w sobie sporo żalu, mówiąc o traktowaniu i przede wszystkim zarobkach zasłużonych sportowców, multimedalistów imprez mistrzowskich w Polsce. Zamiast chodzić i płakać postanowił przygotować się do zakończenia kariery i jeszcze w jej trakcie wystartował z kilkoma projektami. Najpoważniejszym jest własna akademia biegania, w której chce przekazywać swoje niebagatelne doświadczone młodym talentom i przy okazji ma to być jego sposób na życie. Stricte trenerką zajmować się nie chce — także z pobudek finansowych.

– Zarobki trenerów to po prostu śmiech na sali. Nie po to kończę karierę, by znów większość czasu spędzać na zgrupowaniach. Chciałbym zostać przy sporcie, ale raczej od strony organizacyjnej czy menedżerskiej. Jestem w tym od lat i myślę, że mam o tym sporą wiedzę. Dobrze się w tym czuję – zaznacza.

Akademia biegania im. Marcina Lewandowskiego to jedno, ale nie jedyne, w co już teraz angażuje się 35-latek. Wypuścił serię własnych odżywek oraz ma działalność polegającą na wypożyczaniu namiotów do hipoksji (trening z ograniczoną ilością tlenu, imitujący trening wysokogórski). Ma także plan B.

– Od 12 lat jestem żołnierzem Wojska Polskiego. Oczywiście, rola nas sportowców w wojsku to przede wszystkim godne reprezentowanie kraju na igrzyskach wojskowych, mistrzostwach wojskowych itd., ale regularnie spotykamy się na jednostce, uczymy obsługi broni i jeździmy na poligon. Normalne żołnierskie obowiązki nie są nam obce, a jeśli ktoś służy tak długo, to może z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że jest dobrze wyszkolony. Zresztą wojsko daje nam spore możliwości kontynuowania pracy w jego szeregach po zakończeniu sportowej kariery i wielu z tego skorzystało. Ja też czasami o tym myślę i jestem przekonany, że udałoby się znaleźć mi jakieś zajęcie – powiedział Lewandowski, zaznaczając jednocześnie, że na ten moment ma inne priorytety, ale niczego nie wyklucza. Zapewnił też, że dzięki temu co rozwija, czeka na moment przejścia na sportową emeryturę z niekłamaną ekscytacją.

Najpierw jednak chce być przy córce, która wraca do zdrowia, a potem dokończyć sezon, w którym czeka go jeszcze kilka istotnych startów. Nie wyznaczył konkretnego dnia, w którym odwiesi buty na kołku, ale ambicja, forma i doświadczenie mają mu pomóc raz jeszcze stanąć na podium w imprezie rangi międzynarodowej.

FOT. Wikimedia Commons/Creative Commons Attribution 2.0

Piotr Janas
Lekkoatletyka

Udostępnij

Translate »