Wzloty i upadki Ewy Swobody

Ewa Swoboda jest w życiowej formie. Na początku lutego sportsmenka osiągnęła najlepszy wynik na świecie w ostatnich pięciu latach i ustanowiła nowy rekord Polski, a we wtorek pokonała pięciokrotną mistrzynię olimpijską. Choć w tym momencie Swoboda jest najszybszą sprinterką na świecie, jej kariera nie zawsze układała się wzorowo, a zdarzały się nawet momenty, w których myślała o jej zakończeniu.

Życiowa forma

Podczas mityngu Copernicus Cup w Toruniu Swoboda z rewelacyjnym czasem 7,03 wygrała rywalizację na dystansie 60 metrów. Nie dość, że jest to jej drugi najlepszy wynik w karierze, to „za plecami” Polka zostawiła jamajską sprinterkę Elaine Thompson-Herah, nazywaną kobiecym odpowiednikiem Usaina Bolta, która z igrzysk w Tokio przywiozła aż trzy złote medale.

– Wow! Wygrać z tak utytułowaną kobietą, trzykrotną mistrzynią olimpijską z Tokio? Ja? Wygrałam z nią na 60 metrów? Wow! – cieszyła się po zawodach Polka.

 

Wyniki Swobody udowadniają, że polska sprinterka jest w życiowej formie. Na początku lutego podczas Orlen Cup 2022 w Łodzi 24-latka dwukrotnie pobiła własny rekord Polski w biegu na 60 metrów. W eliminacjach osiągnęła wówczas czas 7.04, a w biegu finałowym zdołała jeszcze go poprawić, „wykręcając” okrągłe 7 sekund. To najlepszy wynik na świecie na tym dystansie od pięciu lat i dziesiąty najlepszy w historii.

– Byłam głodna. Brakowało mi tego. Chciałam to osiągnąć, ale nie wiedziałam, że to się stanie tak prędko, że będę biegać tak szybko od pierwszego startu – mówiła wówczas sprinterka. – Dawno się nie bawiłam startami. Ostatnie dwa lata to był ciężki okres. W ogóle mnie to nie cieszyło. A teraz się bawię, jest super, są wyniki, czego chcieć więcej? – dodała Swoboda po startach w Toruniu.

Wyniki osiągane przez Ewę Swobodę to świetny prognostyk przed zbliżającymi się halowymi mistrzostwami świata w Belgradzie, gdzie Polka będzie główną faworytką do wygranej. Do stolicy Serbii Swoboda uda się prawdopodobnie jako liderka światowych tabel. Jaka sama twierdzi, nie przywiązuje do tego zbyt dużej wagi. – Na mistrzostwach Europy biegałam już z niebieskim numerem, ale to nic nie zmienia. To tylko kawałek papieru. Można być liderką tabel i nic nie pokazać. Trzeba się skupić na bieganiu, a nie na tym, co ma się na sobie – mówi biegaczka cytowana przez Interię.

Fatalny 2021

Doskonałe wyniki Swobody pozwalają zapomnieć o wyjątkowo pechowym dla Polki sezonie 2021. Na początku ubiegłego roku sprinterka uzyskała dodatni wynik testu na koronawirusa, który uniemożliwił jej występ w halowych mistrzostwach Europy w Toruniu. Następnie okazało się, że przygotowania do igrzysk olimpijskich w Tokio poszły na marne, ponieważ zawodniczce odnowiła się kontuzja stopy. W Japonii biegaczka miała jako jedyna reprezentantka Polski wystartować na dystansie 100 metrów oraz wesprzeć sprinterską sztafetę kobiet. Nic z tego – kontuzja wyeliminowała Swobodę z biegania na osiem miesięcy.

– Rok 2021 jest bardzo pechowy dla mnie, tutaj koronawirus na hali, teraz cholerna kontuzja, która pogłębiła się podczas Memoriału Kusocińskiego. Byłam przekonana, że już sobie z tym poradziłam a tutaj nie dość, że zapalenie rozcięgna podeszwowego to jeszcze w 60% naderwany prostownik krótki palców. Ten rok miał być sztosem, forma była kosmiczna, wszystko było idealnie, ale niestety taki jest sport; kruchy – pisała wówczas Swoboda na swoim Instagramie.

Wzloty i upadki

Choć w tym momencie Ewa Swoboda jest najszybszą sprinterką na świecie, jej kariera nie zawsze układała się wzorowo, a zdarzały się nawet momenty, w których zawodniczka myślała o jej przerwaniu.

Swoboda bardzo szybko zyskała rozgłos. Po pierwszych latach rywalizacji na zawodach najwyższej rangi Polka była już mistrzynią Europy juniorek, wicemistrzynią świata juniorek i młodzieżową mistrzynią Europy. Dodatkowo z czasem 7,07 polska sprinterka ustanowiła niepobity do dzisiaj rekord świata juniorek w biegu na 60 metrów, który jednocześnie stał się na długo także rekordem Polski… seniorek.

Sukcesy sukcesami, ale już wtedy dawało się zauważyć, że sportsmenka nie zawsze trzyma sportową dyscyplinę. Objawiało się to m.in. przez problemy z utrzymaniem wagi, czy nietrzymanie się planu treningowego.

– Zabrakło mi czterech tygodni treningów przed sezonem letnim, podobne problemy były przed halowym. Musiałam wziąć trochę wolnego, pojechać na wakacje, zrobić tatuaż (!). Teraz już wiem, że trzeba takie rzeczy robić inaczej. Jeśli wakacje, to tydzień, nie miesiąc. Jeśli tatuaż, to w wolnym czasie. Z roku na rok wiem coraz więcej. […] Trochę mnie przybyło. Przed mistrzostwami w Bydgoszczy schudłam trzy kilogramy, by nagle przytyć o dwa. Nie wiem, co się stało. Może zadziałał stres, może jedzenie w Spale. Do McDonalda już przecież nie chodzę. Możliwe, że muszę ograniczyć RedBulle, bo mają dużo cukru – mówiła przed laty zawodniczka w rozmowie z Wirtualną Polską.

Dzisiaj o takich problemach mowy już nie ma – biegaczka przyznała, że względem poprzedniego sezonu zeszczuplała aż o 9 kilogramów. Wcześniej sportsmenka nie chciała również słyszeć o pracy z psychologiem, zarzekając się, że sama potrafi poradzić sobie ze swoimi emocjami. W tej kwestii kilka lat później ostatecznie również zmieniła zdanie.

 – Uważałam, że mogę sobie sama poradzić ze swoimi problemami. A okazało się, że kilka słów, łatwe ćwiczenia i człowiek całkowicie inaczej myśli. Bardzo dobrym krokiem była też zmiana menedżera. Musimy się tylko jeszcze z Marcinem dotrzeć. Musi się przyzwyczaić, że mam humorki i jestem kobietą z krwi i kości. A to oznacza, że zdarza mi się czasami płakać z byle powodu. Jak zapanuję nad tym, to mam nadzieję, że nasza współpraca będzie bardzo owocna i będzie trwała wiele lat – przyznała w rozmowie z TVP Sport.

W międzyczasie wyniki jednak nadal pozostawiały wiele do życzenia, a niepokojące wnioski można była wyciągnąć m.in. po zawodach Pucharu Świata w Londynie, podczas których Polka zajęła dopiero piąte miejsce. 

– Źle to wyglądało. Myślałam, że szybciej pobiegnę, nie wiem, co się stało. Po prostu chyba nie mam już siły. Mam dosyć. Czułam się bardzo dobrze, byłam gotowa na szybszy bieg… […] Wiem, że Martyna Kotwiła zdobyła brąz mistrzostw świata juniorów. Oglądałam ten bieg. Świetna wiadomość, bo ktoś mnie będzie musiał zastąpić – mówiła wówczas Polka, dając do zrozumienia, że poważnie myśli o swojej sportowej przyszłości.

Rozwój jej kariery stanął pod jeszcze większym znakiem zapytania, gdy napisała na swoim Instagramie „Słyszeliście? Czytaliście? Szkoda, że jedni mają zastój przez pięć lat czy więcej. Ja po prostu odpuszczam i zajmuję się swoim życiem, też wam to polecam! Jeszcze tylko dwa starty i nie musicie mnie już więcej oglądać”.

Kolejne starty nie przynosiły lepszych wyników, a w zamian pojawiły się kolejne wątpliwości odnośnie kontynuowania kariery przez Swobodę. – Zobaczymy co będzie dalej, czy w ogóle będzie następny sezon. Ja z jednej strony już po prostu mam inne plany, ale z drugiej bieganie daje mi radość. Nie wiem, czy tak łatwo będzie mi się z tym pożegnać – mówiła zawodniczka na antenie TVP Sport.

Sportowa przemiana

Gorszy okres Ewa Swoboda zdołała zostawić jednak za sobą. Bardzo ważnym w tym kontekście wydarzeniem był wygrany mityng w Łodzi, po którym sprinterka wypowiadała się w bardzo pozytywnym tonie, wyrażając nadzieję na kolejne sportowe sukcesy.

– Wróciłam z ciemnego dołka. Trochę musiałam się starać o to, żeby wrócić i trochę to też zajęło, ale wróciłam. […] Myślę, że nie chodzi o to, że dojrzałam sportowo, ale dojrzałam życiowo. […] Trzeba dorosnąć, trzeba się wziąć za siebie i nie latać w jakichś otchłaniach wszystkiego, a robić to, co się robi i mieć jakąkolwiek radość. Ja ją wreszcie mam.

Zawodniczka przyznała, że zmieniła podejście do wielu rzeczy. Oprócz dbania o dietę, postanowiła także usunąć część tatuaży, bardziej profesjonalnie prowadzić swoje sociale media, zakończyć toksyczne znajomości oraz przede wszystkim przestać przejmować się opiniami w internecie.

– Rok temu się tym wszystkim przejmowałam. Teraz totalnie się od tego odcięłam. Jeżeli zamieszczam coś na Instagramie czy Facebooku, to nie czytam już komentarzy. […] Trzeba się nauczyć szanować to, co się ma i ludzi, którzy są blisko ciebie. Trzeba mieć gdzieś to, co mówią i myślą inni. Nie rozglądam się na boki. Moi rodzice, chłopak i przyjaciółki są ze mną. Więcej nie potrzebuję. Rok temu ktoś powiedział, że jestem „wieśniackim wydziaranym pasztetem”. Teraz liczą się rzeczy w zamkniętym kręgu. Nie obchodzi mnie już to, co myśli Kamil z Wrocławia czy Grażyna nie wiadomo skąd – mówiła Swoboda w rozmowie z PAP.

Po tej przemiany wróciły świetne wyniki, w których Polka regularnie zbliżała się do granicy 7 sekund. Najlepszy wynik Swoboda osiągnęła wówczas w  Karlsruhe. Jej 7,08 był najlepszym europejskim wynikiem sezonu 2019. Potem było złoto podczas mistrzostw Europy w Glasgow.

 

– Zobacz, gdzie byłam, a gdzie jestem teraz. Zobacz, ile roboty w to wsadziłam, żeby tu być. I jestem halową mistrzynią Europy. Było ciężko, myślami zawsze byłam tutaj, na starcie. Myślałam, co będę robić, jak poradzę sobie z presją. Ale teraz wyłączyłam się kompletnie. Nie wiem, co powiedzieć. Jest mi niezmiernie miło, cieszę się bardzo, że mi się udało – komentowała zaraz po zdobyciu złota Swoboda.

Kulminacją sportowej przemiany Ewy Swobody są ostatnie wyniki z mityngów w Toruniu i Łodzi. I choć w międzyczasie ominęły ją igrzyska olimpijskie, to nadal ma przed sobą szanse na wielkie sportowe sukcesy. Kolejne igrzyska już w 2024, a Polka ma dopiero 24 lata. Elaine Thompson-Herah ma ich już 29, a nadal biega na najwyższym poziomie.

Fot. Twitter European Athletics

Filip Skalski

Udostępnij

Translate »