wstecz

1ga wygrywa, bo nauczyła się odmawiać

Iga Świątek ma swój czas. Pierwsza rakieta kobiecego tenisa wygrała w weekend swój 23. mecz z rzędu, który dał jej czwarte z rzędu zwycięstwo w turnieju WTA, ponad 430 tys. złotych plus dwa nowiutkie samochody marki Porsche. Sukcesy nie biorą się znikąd. Procentują zmiany, jakich raszynianka dokonała kilka miesięcy temu.

Iga Świątek idzie jak burza. Rok 2022 to dla niej nieustanne pasmo sukcesów. Zaczęło się od triumfu w turnieju rangi WTA 1000 w Dosze, następnie WTA 1000 w Indian Wells, nazywanego nieoficjalnym piątym Wielkim Szlemem, a niedługo potem dołożyła zwycięstwo w WTA 1000 w Miami, kompletując tzw. Sunshine Duble, jako czwarta tenisistka w historii (tytuł dla zwyciężczyni i zwycięzcy turniejów w Indian Wells i Miami w jednym sezonie). Dzięki nieoczekiwanemu zakończeniu kariery przez Australijkę Ashleigh Barty awansowała na pierwsze miejsce w rankingu WTA, trwale zapisując się w historii polskiego i światowego tenisa. Do tej pory najwyżej sklasyfikowana była Agnieszka Radwańska (niegdyś 2. WTA), a wśród mężczyzn Hubert Hurkacz (9. ATP).

  

Teraz wszystkie media rozpływają się nad doskonałym występem w niemieckim Stuttgarcie (WTA 500). Za wygranie Świątek zainkasowała nie tylko ponad 430 tys. w przeliczeniu na złotówki, ale też luksusowe, elektryczne Porsche Taycan GTS Sport Turismo, którego wartość przekracza 600 tys. zł. Mało kto zauważył, że Polka ze Stuttgartu wyjedzie nie jednym, a dwoma nowymi „prosiakami”, ponieważ niemiecki producent przed turniejem zapewnił, że Taycan GTS Sport Turismo to nagroda dla zwyciężczyni, ale wszystkie półfinalistki także dostaną po „flagowym” modelu marki Porsche. Prawdopodobnie chodzi o Porsche 911.

Zmiana trenera i podejścia

O Idze Świątek cały tenisowy świat dowiedział się w 2020 roku, kiedy jako 19-latka wygrała French Open na kortach Rolanda Garrosa, stając się pierwszym polskim zwycięzcą turnieju wielkoszlemowego w grze pojedynczej. Wydawało się, że jej kariera przebiega modelowo, także pod względem marketingowym. Świadczyły o tym m.in. lukratywne kontrakty sponsorskie, w tym z marką Rolex. Pod względem sportowym przez jakiś czas nie mogła zbliżyć się do sukcesu z French Open, dlatego przed rozpoczęciem obecnego sezonu postanowiła zmienić trenera. Piotra Sierzputowskiego, z którym pracowała praktycznie od początku profesjonalnej kariery, zastąpił Tomasz Wiktorowski – współtwórca największych sukcesów Agnieszki Radwańskiej.

– Przez tydzień miałam poważne wątpliwości. Zdałam sobie sprawę, że pracowałam z Piotrem przez pięć lat albo nawet dłużej. Dużo się wydarzyło od kiedy zaczęliśmy. Poczułam, że to jest dobry czas na następny krok i zmianę. By jakby nieco się zresetować. Cieszę się, że Tomasz był wolny w tej chwili, bo chciałam pracować z kimś z Polski. Sądzę, że będę gotowa na trenerów z innych krajów może za rok lub dwa. Teraz chciałam pracować z kimś, kto rozumie moją sytuację i z kim mogę porozumiewać się w tym samym języku, przez co jest trochę łatwiej – argumentowała swoją decyzję, którą postanowiła ogłosić publicznie.

W tamtym momencie wszyscy – ze Świątek i Wiktorowskim włącznie – byli przekonani, że będzie potrzeba trochę czasu na dotarcie. Zatrybiło znacznie wcześniej, bo od turnieju w Dosze trwa licząca już 23 spotkania seria zwycięstw nowej jedynki kobiecego tenisa. Zdaniem amerykańskich ekspertów, którzy poświęcają naszej zawodniczce coraz więcej uwagi (często mierzy się z reprezentantkami USA i je pokonuje), sama gra Polki znacząco się nie zmieniła. Takimi returnami z forehandu popisywała się już wcześniej:

To, co przede wszystkim się zmieniło, to podejście Igi i całego jej teamu. Przez pewien okres raszynianka była nastawiona na grę w każdym turnieju, do którego się zgłosiła. Przemęczenie często tłumaczono młodym organizmem, który musi przywyknąć do obciążeń, jakie niesie ze sobą zawodowy tenis z wypchanym po brzegi kalendarzem WTA. Wiktorowski mocno na to wpłynął, przekonując Igę i jej otoczenie, że lepiej postawić na jakość, nie ilość występów i jednostek treningowych.

Początkowo Polka miała w planach dwa starty w Australii – w Adelajdzie i Sydney. Kiedy mocniej potrenowała przed pierwszym z nich, a w samym turnieju dotarła do półfinału, poinformowała organizatorów w Sydney, że jednak się nie stawi. Chodziło o to, by odpowiednio zregenerować się przed Australian Open. Po zwycięstwach w Indian Wells i Miami wycofała się z WTA 500 w Charleston. To właśnie niejako wymusił na niej trener Wiktorowski, który wcześniej robił to samo z Agnieszką Radwańską w jej najlepszym okresie.

Debel? Może na igrzyskach olimpijskich

Kolejną zmianą, za którą przemawia rozsądek i racjonalne gospodarowanie siłami, była rezygnacja z gry podwójnej. Wcześniej Świątek niemal każdy start singlowy łączyła z deblem, także z pobudek finansowych. Miała nawet stałą partnerkę – 37-letnią Bethanie Mattek-Sands, dziewięciokrotną mistrzynię wielkoszlemową w grze podwójnej, utytułowaną także w grze mieszanej – słowem jedną z ikon kobiecego debla.

Od pewnego momentu w swojej wciąż stosunkowo krótkiej karierze Świątek nie musi martwić się o pieniądze, dlatego i na ten ruch dała się namówić. Nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa i nie rezygnuje definitywnie z gry 2 na 2, ale nie ukrywa, że musi być to coś dla niej bardzo ważnego. Mówiąc wprost: igrzyska olimpijskie lub gra w turniejach reprezentacyjnych, o ile nie będą mocno kolidowały z planowanymi startami. Na teraz znacznie ważniejsza jest kariera singlowa, a starty przedzielone są należytą regeneracją i jakościowym treningiem. Taki rytm pozwolił Świątek wygrać w tym roku cztery duże turnieje, zarobić prawie 2 mln złotych i zgarnąć dwa luksusowe Porsche – trudno wyobrazić sobie lepszą nagrodę dla osoby, która ledwie kilka miesięcy temu zdała egzamin na prawo jazdy. Pozazdrościć!

FOT. instagram.com/iga.swiatek

Piotr Janas
Tenis

Udostępnij

Translate »