Krykietowa wojna Pakistanu i Zimbabwe

Trwają krykietowe Mistrzostwa Świata T20. O ile u nas to dyscyplina niewątpliwie niszowa, o tyle w pewnych, mniej oczywistych, rejonach świata wywołuje niebywałe (i również nieoczywiste) poruszenie. Czwartkowy triumf drużyny Zimbabwe nad faworytami z Pakistanu poniósł się w sportowych mediach nie tylko z przyczyn sportowych, ale i ze względu na zgoła inny kontekst – kibice z Afryki, z prezydentem Zimbabwe na czele, świętują zemstę za pakistańskiego Jasia Fasolę.

Żeby zrozumieć pełny kontekst musimy się cofnąć do 2016 roku. Narodowe stowarzyszenie rolników w Zimbabwe rokrocznie organizuje „Agricultural Show” w stolicy, Harare. To huczne wydarzenie, mające celebrować urodzaj i wyrazić wdzięczność za zebrane plony.

6 lat temu, organizatorzy postanowili przygotować prawdziwą „bombę” i w harmonogram wydarzenia wpleść występ Jasia Fasoli. Z różnych względów (nie tylko budżetowych, ale sama ta postać jest „na emeryturze” od 2011 roku), nie udało się ściągnąć do Zimbabwe Rowana Atkinsona w brązowej marynarce i czerwonym krawacie.

Udało się natomiast znaleźć zastępstwo, zdaniem organizatorów nawet godne. Do Harare zaproszono więc Asifa Mohammada, znanego jako „Pak Bean” – pakistańskiego komika, który robi karierę jako naśladowca ikonicznej postaci Atkinsona. Żeby Cię, dorgi czytelniku, lepiej wprowadzić w ten nietuzinkowy klimat, załączam filmik (reklamę? skecz?) z udziałem Pak Beana i Shahida Afridiego, jednego z najwybitniejszych pakistańskich krykiecistów.

Pak Bean do Harare wjechał w eskorcie policji (poważnie), po czym odbył się jego wieczorny pokaz. Mimo że organizatorzy nie kłamali, że do Harare przyjechał prawdziwy Jaś Fasola, rozczarowanie miejscowych, którzy płacili po 10 dolarów by obejrzeć wygłupy Pak Beana wybiło poza skalę.

Ta zniewaga krwi wymaga!

To, czego nikt się jednak nie spodziewał, to że to „upokorzenie” tak mocno osadzi się w pamięci ludności Zimbabwe. Kiedy więc na mistrzostwach świata obie drużyny stanęły naprzeciw siebie, kibice nie omieszkali dodać temu meczowi należytej pikanterii (i to z fascynującą pamiętliwością, gdyż Zimbabwe i Pakistan od 2016 roku mierzyły się 18 razy!)

„My mieszkańcy Zimbabwe wam nie wybaczymy. Daliście nam kiedyś tego oszusta Pak Beana zamiast Jasia Fasoli. Jutro rozstrzygniemy tę sprawę” – napisał pod postem pakistańskiej reprezentacji kibic imieniem Ngugi Chasura, zbierając prawie 40 tysięcy polubień.

Spragnieni odpowiedniego kontekstu Pakistańczycy dopytywali rozdrażnionego Chasurę, który wreszcie wyjawił, że chodzi mu o „tego z*eba Pak Beana, który imituje Jasia Fasolę, okradając ludzi”. Ogień.

W tym momencie huczał już cały pakistańsko-zimbwaweński Twitter (okazało się nawet, że Afrykańczykom przysłano nawet oszukanego Mohameda Salaha i Michaela Jacksona). Czwartkowy mecz w australijskim Perth miał odtąd niebywale wysoką stawkę – Jasia Fasolę honor.

Zimbabwe ostatecznie wygrało jednym oczkiem, sprawiając niemałą sensację. Wynik ten jest mocno po myśli reprezentacji Indii, której zawodnicy wyraźnie stanęli po afrykańskiej stronie jasiofasolowego konfliktu.

Były hinduski zawodnik Wasim Jaffer jako pierwszy udostępnił zdjęcie Pak Beana, gratulując Zimbabwe zwycięstwa. Wtórował mu Danish Sait, znany w Indiach komik, który napisał, że „kiedy Zimbabwe prosi o Jasia Fasolę, dajesz im Jasia Fasolę. Zemsta w sprawie Pak Beana się dopełniła”.

Absurd całej tej sytuacji stał się prawdziwie namacalny, kiedy na Twitterze pojawił się wpis prezydenta Zimbabwe, Emmersona Mnangagwy. „Ależ triumf Zimbabwe! Gratulacje dla „Chevrons”. Następnym razem, przyślijcie prawdziwego Jasia Fasolę…” – czytamy we wpisie głowy państwa.

Choć najprawdopodobniej w niewielu sercach po tym splocie wydarzeń zaiskrzyła głęboko skrywana miłość do krykieta, trzeba – cytując Gigi Buffona – zamiast serca mieć śmietnik, by nie docenić czystego piękna „tej drugiej strony” światowego sportu.

Dziś świętujmy więc wyzwolenie ludności Zimbabwe z jasiofasolowego upokorzenia!

Postaw mi kawę na buycoffee.to
Rafał Hydzik

Udostępnij

Translate »