Najgorszy człowiek w świecie futbolu?

Ryan Giggs przez lata nosił łatkę jednego z najbardziej poważanych piłkarzy w środowisku. legenda Premier League, ikona profesjonalizmu i najlepszy wzór do naśladowania dla każdego młodego piłkarza rozpoczynającego karierę. Dziś nie przyznają się do niego rodacy, a kibice Manchesteru United modlą się o kogokolwiek, kto pobije jego rekordy i zepchnie Walijczyka z pierwszych miejsc w ich annałach. Jak „ostatni dobry człowiek w Premier League” w ciągu kilku lat stał się ostatnim, o którym można powiedzieć, że jest dobrym człowiekiem?

2010 rok. 37-letni Giggs ani myśli kończyć karierę. Jest już najbardziej utytułowanym Brytyjczykiem w historii. Ledwie sezon temu odbierał klubową statuetkę dla zawodnika roku. To człowiek, który tuż obok Alexa Fergusona ucieleśnia wszystko, o co chodzi w Manchesterze United. Ba! W całym futbolu.

Wtedy właśnie na wywiad zaprosił go Simon Hattenstone z The Guardian. Panowie, w towarzystwie agenta Giggsa, poprowadzili w korytarzach Old Trafford kilkugodzinną pogawędkę, dokopując się do wszystkich znanych i nieznanych faktów z życia Walijczyka. Po uzyskaniu autoryzacji, Hattenstone opublikował tekst, którego tytuł i lead brzmiały następująco:

Ryan Giggs: Fajny facet kończy pierwszy

„Jest najbardziej utytułowanym piłkarzem w Wielkiej Brytanii, ale nic nie wiemy o jego życiu. Jest wart 24 miliony funtów, ale mieszka w odległości zaledwie jednego kilometra od miejsca, w którym się wychował. Czy Ryan Giggs jest ostatnim dobrym człowiekiem w Premier League?”

Pozostawiając angielskiego dziennikarza bez odpowiedzi na pytanie, które i wówczas miało być retoryczne, skupmy się na jeszcze jednym fragmencie, cytacie agenta ówczesnego piłkarza Manchesteru United:

„Widzisz, Ryan docenia to, że robi coś, co sprawia mu przyjemność, i cieszy się tym, co z tego wynika, a łącząc to z rodziną i domem, ma idealne życie, więc po co je psuć, odgrywając się lub obrażając kogoś?”

Niedługo potem Ryan dorzucił swoje frustracje na temat wszechobecnych dziennikarzy, którzy chcą wszystko wiedzieć.

Niebywałe, jak złośliwa potrafi być ironia.

No właśnie – po co je psuć?

Historii z Giggsem w roli głównej było tak wiele, że nawet po kilkugodzinnym nadrabianiu zaległości nie sposób mieć pewność, że są tutaj wszystkie. Ta, o której było najgłośniej, to też potencjalnie ta najbardziej niesmaczna. 8 lat – tyle trwał romans Ryana Giggsa, który trwał w najlepsze podczas powyższego peanu od The Guardian.

To, że zdradzał swoją żonę przez prawie dekadę, samo w sobie pozostawia należyty niesmak. Kiedy jednak uzupełnieniem tej historii jest fakt, iż sypiał z Natashą Giggs – żoną swojego młodszego brata. Zaszła z nim nawet w ciążę, ale zdecydowali się zatuszować ślady dokonując aborcji. A sam Rhodri o sprawie dowiedział się dopiero z mediów, gdy jego żona w wywiadzie z The Sun przyznała się do niewierności.

Jak sam mówił, był wówczas tak wściekły na brata, że gdyby zobaczył go na ulicy, przejechałby go bez mgnienia okiem. Do dziś nie odzywa się ani do niego, ani do ich matki, która stanęła po stronie Ryana. Dlaczego? „To nie ja mam 35 medali i 20 lat gry w Manchesterze United” – insynuuje młodszy z Giggsów.

Tuż po Natashy, na jaw wyszła kolejna z afer Giggsa. Tym razem w roli głównej uczestniczka Big Brothera, Imogen Thomas. Wówczas „anonimowy żonaty piłkarz”, przekonując że jest szantażowany przez Thomas, z powodzeniem złożył wniosek do Sądu Najwyższego, aby nie dopuścić do upublicznienia żadnych szczegółów.

„Właśnie nauczył się, czym jest efekt Streisand”, śmiali się wówczas Twitterowicze, którzy od razu rozgryźli sprawę, zasypując media społecznościowe rewelacjami o „Bryanie Riggsie”. Szantażowania oczywiście nie było, oskarżenie wycofano, a w parlamencie minister John Hemming powiedział, że nie byłoby łatwo wsadzić do więzienia 75 tysięcy użytkowników Twittera, którzy nazwali Giggsa po imieniu.

Pudelek zacierałby ręce

W międzyczasie niezwykle długa kariera Walijczyka dobiegła końca, a on sam zajął się trenowaniem – przez pewien czas pomagał w roli asystenta w Manchesterze United, dopóki nie pogonił go Jose Mourinho, argumentując, że nie potrafiłby zaufać człowiekowi, który 8 lat zdradzał swoją żonę.

Później przejął stery w reprezentacji. Sęk w tym, że nikt go w niej specjalnie nie chciał. I już abstrahując od jego skandali obyczajowych, Walijczycy zwyczajnie Giggsa nie trawią, po tym jak przez całą karierę czuł się zbyt ważny, by grać w reprezentacji. Lokalna zasada wyboru trenera w duchu patriotyzmu zawęziła listę opcji do Giggsa i Craiga Bellay’ego. Z dwojga przeciętnego – padło na tego pierwszego.

Rzutem na taśmę zakwalifikował się do Euro 2020, ale jego reprezentacja spisywała się znacznie poniżej oczekiwań, a piłkarze skarżyli się, że więcej charyzmy od Giggsa mają kije golfowe Garetha Bale’a. Wreszcie zakończył tę relację po swojemu – obrzydliwym skandalem.

W 2020 roku został aresztowany za 2 przypadki znęcania nad swoją dziewczyną i jedną inną osobą. Zanim zdążył odeprzeć te zarzuty, trafił do gazet ponownie – tym razem uderzył swoją partnerkę z przysłowiowej „dyńki”, po czym wyrzucił ją nagą z pokoju hotelowego. A Walijczycy stali i patrzyli…

Dopiero w tym tygodniu zdecydował się na stałe opuścić stołek w reprezentacji (nie trenował jej od dawna, ale dopóki nie został uznany winnym, nie mógł zostać zwolniony).

Legenda, choć szkoda, że prawdziwa

Tak właśnie potoczyły się losy ostatniego dobrego człowieka w Premier League – od tamtego pamiętnego artykułu kiedy był na szczycie, aż do dziś, kiedy wstydzą się go wszyscy, którzy go niegdyś wspierali.

Zakłada Ryana Giggsa wśród legend Manchesteru United

Chcąc nie chcąc, Giggs jeszcze na długo pozostanie w hali sław Manchesteru United, gdyż nie zapowiada się by ktoś przebił jego zdumiewający rekord 963 meczów w barwach Czerwonych Diabłów. Przez pewien czas liczono, że tę pałeczkę może przejąć Mason Greenwood, jednak ten zbyt dosłownie poszedł w ślady Giggsa…

Fot. Twitter

Rafał Hydzik

Udostępnij

Translate »